Author Topic: Słowiański Światopogląd (do poprawy)  (Read 1557 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Słowiański Światopogląd (do poprawy)
« on: (Tue) 15.04.2014, 12:22:41 »
Słowiański Światopogląd

Magia; Tajemniczość; Obrzędy; Wiara; Duchy Służebne(domowe); Niewiesty; Wiesty; Wiedunie; Wiedźmy; Wiedunowie; Wołchowie; Żercy; Monarchowie; Bogowie; Demony; Prarodzic; Perun; Dażbóg; Swarog; Visznu; Świętowit; Łada Bogurodzica; Dola i Niedola; Rusałki; Nimfy Wodne; Licho; Światy Jawi, Nawi, Sławi i Prawi; "Sen na Jawie"; Wedy; Kultura Wedyjska; Słowianie; Ariowie; Dzieje Przodków; Mąż; Żona; Kamasutra - nauka jak zostać dobrym mężem, oraz dobrą żoną; Druga Połówka; Męska Połówka; Żeńska Połówka; Jedność; Rod; Rodzina, Ród, Naród; Ojczyzna; Przodkowie; Stara Wiara; Wiedza; Mądrość; Oświecenie; Kundalini; Wedy Słowiano-Aryjskie; System Rodowo-Plemienny; Kopne Prawo; Wybieraj Dziesiątaka; Zdrowo Myślenie; Kłamstwo; Prawda; Świat; Cywilizacja - Degradacja; Kultura - rozwój naturalnych zdolności, jasnowidzenia, jasnosłyszenia, intuicji, itd.; Światy Równoległe; Deja Vu; Życie; Szkoła; Trening; Ewolucja; Gwiazdy, Słońce, Galaktyka, Metagalaktyka, Swastyka, Systemy Gwiezdne, Arytmetyka H'Aryjska; Da'Aryjcy, Ha'Aryjcy, Swietarusy, Rassieni; RASA; Vaitmara; Vaitmana; Vimana; "Vaimānika Shāstra " i jeszcze co tam sobie nie wymyślicie, wszystko to i tak swój początek ma w Kulturze Wedyjskiej, a to dlatego, że jest Ona Źródłem całej wiedzy o Wszechświecie. Jest ona początkowa i daje odpowiedzi na każde pytanie jakiekolwiek może przyjść wam do głowy. Wystarczy skierować się w kierunku "Słowiano-Aryjskiego Dziedzictwa Naszych Przodków".

Chciałbym przedstawić materiał, który pozwoli przybliżyć Słowiański Światopogląd.

Pozdrawiam
Łukasz

Część Pierwsza - Odpowiedzialność

Quote
„Zostaliśmy oszukani i okłamani” – Słowianie

 
- Muzeum artysty Konstantyna Wasiliewa, Słowiańskie radio – „Wedy Ra”, Klub czytelników i ludzi jednako myślących – Trehlebov, przedstawiają…

 - A.W. Trehlebow - Seminarium w muzeum K. Wasiliewa.

- Dlaczego na przykład mity różnych narodów, o różnych kolorach skóry opisują jedno i to samo? W ruskich bajkach narodowych Głupi Jasiu(Iwan Durak) w pojęciu ewolucyjnym jest dużo wyżej niż jego „mądrzy bracia”(rozumni). Jeśli mądremu człowiekowi powiedzieć: - „Pójdź tam - nie wiem dokąd,  i przynieś to - nie wiem co”, to on rozłoży ręce, a dla Iwana Duraka nie ma problemu, czyli on włada doskonalszymi metodami wiedzy o świecie.

- Pod koniec 2012 roku przechodzimy z Ery Lisa w Erę Wilka. Następuje nasz czas - Słowiański.

- (...) planowaliśmy bardziej szczegółowo rzucić światło na zagadnienia, które i tak  są poruszane w książce, a w szczególności męskie i żeńskie cechy charakteru, które należy rozwijać, aby właściwie realizować swoją drogę życiową, wypełniać przypisane sobie obowiązki. Proszę starać się zadawać prośby i pytania na temat. Obawiam się, że temat dzieci w naszym dzisiejszym - męskim nurcie zagadnień, będzie też powodował odejście od głównego tematu spotkania. Na temat dzieci trzeba by prowadzić oddzielne spotkanie ograniczające się konkretnie do tego tematu. Myślę, że będzie można zadawać pytania podczas  wykładu. Jest prośba by zadający pytanie wstał i się przedstawił. Aleksieju Wasiliewiczu – Witajcie…

- Chyba nie trzeba mówić tego co jest w książce, obowiązki męża i żony. Dla wszystkich chyba to wiadome, wszyscy czytaliście i znacie i nie stanowi to już pytania? Zatem przenikniemy dużo głębiej  w tym kierunku. Dziś jako podstawą są raczej tematy męskie, a jutro już będą kobiece, tak więc dziś większą uwagę poświęcę mężczyznom.

- Jak sądzicie, co kobieta ceni w mężczyźnie najbardziej? Jakie cechy?

- Odpowiedzialność; - O właśnie! Kto to powiedział? -  Brawo!

- Co na to kobiety?  Zgadzają się z tym?; - Tak.

- Podstawą jest odpowiedzialność. Jeśli mężczyzna bierze odpowiedzialność za rodzinę, za żonę, za dzieci, to kobieta widząc takiego mężczyznę powie: - „Z nim warto mieć do czynienia”,
a jeśli on jest nieodpowiedzialny, to komu on potrzebny? Rodziny się stworzyć z nim nie da. Dlatego mężczyzna w pierwszej kolejności powinien rozumieć po co mu potrzebna rodzina. Dziś wielu powiada: -„Ja nic z tego nie rozumiem, po co mi potrzebna taka uznana prawnie prostytutka, do uciech czy do czego?”. Niestety wielu obecnych młodzieńców nawet się nad tym nie zastanawia. Tak samo i dziewczyny nie myślą po co wychodzić za mąż, wielu kawalerów również. A my powinniśmy mieć świadomość, że u nas od wieków istniał ustrój rodowo-plemienny. To znaczy, że Nasi Przodkowie tak właśnie żyli i my również powinniśmy mieć świadomość, że bez takich relacji nie damy rady żyć dalej. Widzimy, że obecnie niszczy się rodzinę. Dzieci bez opiekunów jest więcej niż po Wojnie Światowej - do czego to wszystko prowadzi? Po prostu wymrzemy jak mamuty. Dlatego też należy pamiętać te wartości z których korzystali Nasi Przodkowie. Istnieje takie pojęcie jak "świętość". Wyjdźmy dziś na ulicę i zapytajmy młodzieży: - "Czym jest świętość?", tylko niewielu coś powie. "Świętym" jest dla nas to bez czego nie możemy żyć. Rodzina była dla nas świętością.

Dzieci były dla nas świętością, czyż nie? Plemię, Ród, Naród, te pojęcia były dla nas święte. Dziś wielu zupełnie nie rozumie czym jest świętość i w ogóle do czego to przywodzi i po co ta cała świętość? A my przede wszystkim musimy zrozumieć, że świętością jest to bez czego nie możemy żyć. Musimy rozważyć co jest dla nas święte. Bez czego nie damy rady przeżyć. I to właśnie trzeba odrodzić. Jeśli nie wrócimy do tych wartości, lecz będziemy skłaniać się do tych kłamliwych wartości, które nam się dziś narzuca - narzuca nam się dziś zepsucie, alkoholizm, narkomanię - profanuje się to wszystko. Weźcie dowolny film, tam (…) - specjalnie nam się narzuca to wszystko. A nasze podstawowe wartości są zupełnie inne. Trzeba to poznać i głosić to, co dla nas jest naprawdę święte. Jeśli nie zrozumiemy tego i będziemy podążać za wartościami kłamliwymi, to po prostu wymrzemy jak mamuty. Zrozumiała jest ta sprawa?; - Tak.

- Odpowiedzialność za stworzenie silnej rodziny. Rodzina to dla nas pojęcie święte. Jeśli nie zdamy sobie sprawy jak to dla nas jest ważne, to jaka przyszłość nas czeka? Dziś większość rodzin ma jedno lub dwoje dzieci. A co zalecali Nasi Przodkowie? Ile dzieci trzeba mieć? Minimum 16. Jeśli spojrzeć jeszcze kilka dziesięcioleci w tył, to istniały pełnowartościowe rodziny. Silna rodzina to dużo dzieci. Jaki jest najlepszy fundusz emerytalny, gdzie należy gromadzić pieniądze, siły i talenty? Wkładajcie  w swoje dzieci, wnuki i prawnuki. Będziecie mieli zabezpieczenie 100 %. Co nam daje korzyść? Liczenie na jakąś emeryturę? Śmiechu warte. To jest po prostu głupota.
Nasi Przodkowie doradzali: -
Quote
„Wkładajcie swoje siły w swoje dzieci, wtedy i społeczeństwo będzie normalne, wtedy i starcy będą mieli opiekę, młodzież będzie prawidłowo wychowywana”.
Kto wychowuje dzieci w ustroju rodowo-plemiennym, jak myślicie? Czy normalny człowiek może oddać swoje dziecko pod opiekę jakiegoś nieznanego człowieka? Jak to jest możliwe? Pomyślcie trochę..., co może być dobrego z tego, że nieznani ludzie nie wiadomo z jakimi zamiarami wychowują nasze dziecko? Wyjaśnijcie, jak można swoje dziecko oddać do przedszkola? Oddać do szkoły nieznanym ludziom? Nie wiadomo co oni tam z nim robią?
Słyszałem o skandalu jaki wybuchł. Na lekcję zaprasza się mężczyznę, a on naucza młode dziewczyny jak zakładać prezerwatywy? Nie słyszeliście o tym skandalu w (…?) - ? No i jak to? Jak tak byle komu oddawać? Według nasze tradycji, kto wychowywał? Krewni, dziadkowie, babki, prababki. Oni na pewno nie zmuszą do żadnych świństw swoich wnuków i prawnuków. To jest nasza tradycja. Wtedy będą etyczno moralne podstawy.

- Słyszeliście o tym, że uczeni ogłosili oficjalnie, że znaleziono gen duchowości (VMAT2, na przykład - <!-- m -->http://www.eioba.pl/a/3wbl/gen-boga-vmat2<!-- m -->)? Słyszeliście?; - Tak? Nie muszę wyjaśniać czym to jest? Tak, więc właśnie etyczno moralne podstawy będą dawali krewni. A jeśli to są obcy ludzie, to co z tego wyniknie? A krewni właśnie te podstawy są zdolni przekazać, tylko swoi krewni. To jest zadanie, obowiązek starców. Powiada się w naszym narodzie: -
Quote
"Pierwsze dziecko, to pierwszy wnuk".
Jeśli mężczyzna wytyczy sobie cel odrodzenia ustroju rodowo-plemiennego, to jest prawdziwym rodzicem, to jest właśnie odpowiedzialność. W ten sposób bierze on odpowiedzialność za swoją rodzinę, kiedy dzieci dorastają i trzeba je pożenić, wydać za mąż, to jednoczą się z inna rodziną. To już będzie plemię. Stąd nazwa pochodzi "plemianie", gdy zjednoczą się plemiona, to otrzymujemy już Ród, to są już rodacy. Wtedy, gdy żyjemy jako ród, nie ma możliwości by jakiś obcy włączył się między nas i narzucił kłamliwe wartości. Czy takie życie jest normalne? Na przykład w Czeczenii tak żyją, no i bardzo ładnie. Spróbujcie u nich wprowadzić wymiar sprawiedliwości wobec nieletnich, jakie będą skutki?; - Wojna, no więc sami rozumiecie, wszystko jak należy, oni bronią swoje potomstwo. U nas wydział sprawiedliwości dla nieletnich jest oficjalnie nie zarejestrowany. Oni nie mają prawa, ale u nas w Rosji już pozbawiają praw rodzicielskich. Przychodzą urzędnicy, kim oni są? Oni powiadają: -
Quote
„Nie pozwalacie swojemu dziecku pić piwa, nie pozwalacie mu zapoznać się z narkotykami, nie pozwalacie mu chodzić na tańce, nie pozwalacie mu w internecie oglądać pornografii. Pozbawiamy was praw rodzicielskich, bo ograniczacie prawa dziecka”;
-
Wiecie o tym? Jak można zaufać jakimś obcym "wujkom"?; - Podejmowanie decyzji co dawać dziecku, a co nie dawać? Jak to jest możliwe? A tak jest dlatego, że zniszczony jest ustrój rodowo-plemienny. Jeśli weźmiemy przykład z Czeczenów - ...dobrze by było nam tak żyć. A u nas wszystko to jest zniszczone, a to dlatego, że istnieje możliwość, aby postronni ludzie narzucali nam jak mamy wychowywać swoje dzieci. A z jakiej racji? Kto ma prawo mi nakazywać jak mam wychowywać swoje dziecko? Mam według konstytucji pełne prawo żyć tak jak żyli moi Przodkowie. Kto nam może tego zakazać? Według konstytucji mamy pełne prawo. Istnieją inne narody tu w Rosji, które żyją tak jak ich Przodkowie, a dlaczego my nie mamy prawa? Mamy pełne prawo z poziomu ustawodawczego, aby odrodzić ustrój rodowo-plemienny. Inne narody tak żyją i my też tak powinniśmy. Bez tego, rozumiecie - nie damy rady przeżyć. Zrozumiałe co obecnie jest dla nas najważniejsze? To jest podstawa. Jeśli będzie krzepka rodzina, to i będzie krzepkie plemię, krzepki ród, krzepki naród, a z tego powstanie mocna Dzierżawa. Budowanie Dzierżawy zaczyna się właśnie od rodziny, to jest  fundamentalna cegiełka każdego społeczeństwa. A jeśli rodziny są zepsute, to i nie będzie żadnej Dzierżawy. Po prostu nas zniszczą.
Jeśli chcą zagarnąć nasze terytorium to i zagarną. Wystarczy tylko zepsuć rodzinę. Dlatego urzędnicy państwowi w pierwszej kolejności powinni zadbać o ochronę rodziny, o odbudowanie ustroju rodowo-plemiennego. Jeśli oni tego nie rozumieją to powinniśmy im podpowiedzieć jak należy to robić właściwie. Jak należy zarządzać całym państwem, którego początkiem jest rodzina. Rozumiecie więc podstawy, dlaczego tak trzeba czynić. A teraz trzeba też strategię obrócić nieco w taktykę. Strategicznie jest to zrozumiałe? Po co tak czynimy? A teraz  taktyka.

- W różnych narodach, ja to opisywałem w książce, kobiety wybierały sobie mężczyzn. Nie trzeba tego powtarzać? Wszyscy są w "temacie"? Zacznijmy od tego: - "Jak wybierać małżonków". Dziś młodzież sama sobie wybiera. Czy można, biorąc pod uwagę ich doświadczenie, ich wiedzę powierzyć młodzieży to bardzo ważne zadanie? Przypomnijcie sobie swoje życie, swoje otoczenie. Ile obecnie jest rozwodów? Jaki procent? Ot, dziś kocham, a jutro się odkocham. Rodzina się rozpada, a dzieci wtedy rosną bez rodziców. Nasi Przodkowie wiedzieli, że nie ma możliwości tak zrobić, powierzyć taki wybór można tylko rodzicom. Według nasze tradycji małżonków zawsze wybierali rodzice.
Jeśli to normalny gospodarz, normalny mężczyzna, to pragnie dla swoich dzieci szczęścia, normalnych relacji rodzinnych. U dzieci jeszcze „wiatr w głowie” i nie rozumieją co trzeba, a co nie trzeba. Dlatego dzieci wychowane w naszej tradycji ufają swoim rodzicom, że rodzice nigdy nie znajdą złej pary. To już jest odpowiedzialność rodziców.
Ojciec dostrzega, że syn mu dorasta, więc przychodzi czas by go ożenić. Trzeba zadbać o „dobrą krew”, więc szuka normalnego gospodarza z dobrymi genami, aby jego córka była dobrze wychowana, i jeśli znajduje takiego mężczyznę, to przychodzi do niego i powiada: - „U ciebie córka dorasta, a u mnie syn. Widzę, że z ciebie normalny mężczyzna, geny masz dobre, pogadajmy”; - „A ty wychowałeś swojego syna odpowiedzialnie?”.

Co najcenniejszego może otrzymać kobieta od mężczyzny? Wszyscy pamiętają? Tak: -"Kobiecą dolę", czyli uruchomienie pamięci genetycznej.
Jeśli chłopiec nie włada tą wiedzą, to po co on dziewczynie potrzebny? Wszak to jest najcenniejsze.
Jeśli kobieta utraci tę pamięć genetyczna, to po co jej w ogóle żyć? Bywały czasy, że nasze dziewczęta wiedziały, czym to jest i co mogą stracić i jeśli ktoś starał się je zgwałcić, to wolały śmierć. To jest tak cenne, że życie traci sens po utracie możliwości korzystania z genetycznej pamięci. Czyli nie będzie żadnej ewolucji i życie dla kobiety traci sens jeśli utraciła tę "żeńska dolę". Żeńska dola, to uaktywnienie genetycznej pamięci, czyli ma ona możliwość posługiwania się doświadczeniem swojej matki, babki, prababki, czyli wszelka informacja żeńskiej linii zostaje uświadomiona. Jeśli ta informacja nie zostaje uaktywniona, to jak ona może utrzymać normalną rodzinę? Jak może rodzić normalne dzieci? Wszystko to staje się niemożliwe. Dlatego jako pierwsze pada pytanie: - "Nauczyłeś swojego syna? Będzie on w stanie uruchomić pamięć genetyczną mojej córki?"; - „Tak gwarantuję, nauczyłem go. A ty gwarantujesz, że twoja córka jest czysta?”;

- Wiecie wszyscy czym jest telegonia? Dlatego też odpowiedzialność za to spoczywa na ojcu i ja ojca pytam, czy gwarantuje, że ona jest czysta. On powiada: - "Jasne, gwarantuję". Po tym już trzeba przeprowadzić zapoznanie, gdyż my możemy być normalnymi mężczyznami, a im coś w sobie może się nie podobać na poziomie cielesnym. Taki to ma sens, nazywamy to zapoznanie, „oględziny”. Ja swojemu synowi mówię: - "Nie daj Bóg byś dziewczynę zepsuł, bo cię przeklnę i wygonię z rodziny". On swojej córce mówi: -
„Sprawdź, nie bierz „kota w worku”, sprawdź na poziomie seksualnym, czy on jest w stanie uruchomić pamięć genów, czy nie, ale dziewictwo masz zachować”.
Zostawiamy ich na noc, niech oni sobie obok siebie w jednym łóżku leżą, niech się obejmują i całują, ale tak by nie było żadnej żądzy. Dziewczyna przede wszystkim zobaczy na jakich poziomach energetycznych można z nim nawiązać kontakt. Jeśli nie na wszystkich czakrach, to po co on jej potrzebny? Nie da rady uaktywnić żeńskiej doli jeśli on tego nie potrafi. Tak więc przekazują sobie energię. Dzieci uczą się tej sztuki podczas pląsów, tańców, korowodów, to jest nasza tradycja.

Władanie energią seksualną. Jeśli chłopiec nie potrafi tego robić, to jak on może uruchomić pamięć genetyczną? Nie potrafi. To samo sprawdzane jest u dziewczyny. Czy będzie ona rodzić normalne dzieci, czy też nic nie potrafi? Jeśli to jest niewiesta, to na co mi ona? Wiecie, że mawiamy Wiesta, czyli ta, która się uczy, Wiedunia to ta, co się juz nauczyła, a Wiedźma kiedy już urodziła normalne dzieci, tak jest to według nasze tradycji. A niewiesta to ta , która wiedzy nie otrzymała, czyli "pusty worek", nic nie wiedząca. Przychodzi do mnie syn i mówi: - "To jest niewiesta", czyli ona nic nie umie, po co ona potrzebna? Więc mówię do ojca: - "Coś ty mi obiecywał, że ona wszystko umie?”, albo dziewczyna idzie do ojca i mówi: - "Ja sprawdzałam, on nic nie umie, albo u nas się to nie udaje", czyli mimo to, że on potrafi to to nie jest on. Mówią więc, nic z tego nie będzie i bez oskarżeń się rozchodzą. Ja szukam synowi innej żony. Kiedy znajduję, a syn powie: - „Tak, ona faktycznie wszystko potrafi”, ona to samo swojemu ojcu: - "Tak, on będzie dobrym mężem, uruchomi pamięć genetyczną".
I jeśli dzieciaki się dogadały między sobą, jeśli widać, że wszystko się u nich udaje, to widać od razu, czy tak czy nie, to czuć na poziomie seksualnym. To tylko dziś można mylić sentymentalność z miłością, czyż nie tak? Dziś kocham, a jutro nie kocham. Nasi Przodkowie wiedzieli, że miedzy ludźmi tworzą się takie kanały energetyczne, a u małżonków, jeśli nawiązali tą więź, jest to największy skarb. Tak młodzieniec jak i dziewczyna będzie dbał o zachowanie tej więzi energetycznej. Jeśli któryś z kanałów się zrywa, to wszystkich będzie boleć, a szczególnie kobietę. Jeśli mężczyzna popatrzy choćby i w innym mieście. Wyjechał gdzieś i popatrzył na inna kobietę pożądliwie i ...bum, kanał się urywa. Kobieta to czuje intuicyjnie, nawet i współczesne kobiety, one też wszystko czują: - „Oj mąż, gdzieś tam już o mnie zapomina”. Jest coś takiego? Słyszeliście o tym? Nie mogą tego wyrazić, czują, ale wyjaśnić nie potrafią. Jeśli od dzieciństwa, to objaśniać: -
„To działa energetyka, to są te kanały energetyczne”,
to wtedy będą to cenić, wtedy będzie to święty związek - Świętość i nikt nie ośmieli się tego porwać, a to dlatego, że nie jesteśmy sami sobie wrogami.
Kobieta jest jak strażniczka, ochrania swojego męża na dowolną odległość. Podtrzymuje go na poziomie seksualnym (cielesnym), jako jego druga połowa. I jeśli kanał się urywa... Czy ja jestem sobie wrogiem, by tracić takie wsparcie na poziomie ciała?
 Nikt nie jest idiotą, nikt do czegoś takiego nie będzie dążył. To wszystko bardzo ceniono. Nie będzie żadnych zmian, bo ludzie będą mieli świadomość jaką to ma wszystko wartość. Jeśli dzieci tego nauczać od maleńkości, to nie będzie rozpadów rodziny. – „No jak to? Ja mam iść za mąż za innego? Z tego nie będzie rodziny, nie będzie normalnych dzieci”.
To po prostu katastrofa, gdy żona traci męża i zostaje wdową. To ogromna tragedia. Ona traci wszystko, dlatego będzie na wszelkie sposoby ochraniać swojego męża. No i jeśli młodzi zgadzają się na poziomie seksualnym to wyznaczany jest dzień zaślubin. W tym dniu zbierają się wszyscy krewni. Rodzina z jednej i z drugiej strony. Nie jacyś ludzie postronni, ale właśnie krewni. Im więcej krewnych się zbierze… Oni rozumieją, że to nie tak jak na współczesnym weselu, napić się tam jeden z drugim i upodlić, tak to dziś jest.
Krewni zbierają się po to, by wcielić najsilniejszą duszę ze swojego rodu. Wszyscy są tym zainteresowani, aby wcielił się mądry, szlachetny i rozumny człowiek. Można wcielić Boga z cechami geniusza. Wszyscy chcą mieć takiego w rodzinie. Komu potrzeba krewnego debila? Kto by takiego chciał? Albo jakiegoś z królestwa zwierząt?(Tutaj pomocny materiał - <!-- m -->http://davidicke.pl/forum/post147662.html#p147662<!-- m -->). Może i tak być. Komu potrzebny taki krewny? Dlatego wszyscy krewni rozumieli: - "Dobrze, mieć takiego kogoś w rodzinie, takiego geniusza”… dlatego też cały ród był tym zainteresowany. Kiedy przebiegał juz obrzęd "połączenia rodzin" (ew."siania nasienia", albo oba znaczenia razem), czyli przygotowywano specjalną „świątynię miłości”, brano woreczki wyborowego ziarna, wiecie czym jest wyborowe ziarno siewne?
Kobiety zbierały się na spotkaniu i przebierały. Mamy na przykład pszenicę i każde ziarno było przebierane: -
„To jest jakieś pokrzywione, z tego można na przykład kaszę ugotować, to jest całkiem wadliwe, to można dla ptaków lub jakichś zwierząt, a to jest całe, krągłe, bez wad, to do siewu”.
Tak każde ziarenko było sortowane. I były woreczki z ziarnem siewnym, z przebranym. Z tych ziaren, z tych worków robiło się takie łoże i na nim już zaścielano pościel. Wyobrażacie sobie jaka tam energetyka była? Jaka moc shakti była w tym łożu? Wszystko to, po to by wcielić wartościową duszę, aby rozkręcić takie wichry energii płciowej, aby można było wcielić Boga. Do tego robiono rozmaite arkany, to był i kolor i zapach i nektary i minerały, rośliny i zwierzęta. Wszystko to tworzono na ten sprzyjający moment czasowy, aby przyciągnąć maksymalną moc. Była tworzona taka „świątynia miłości”. Gdy nadchodził ten właściwy czas, to małżonkowie szli poczynać tego Boga, a wszyscy krewni nie siedzieli sobie tak po prostu, ale na poziomie cielesnym wszystkie kobiety wspomagały dziewczynę, a mężczyźni rodowi wspierali młodzieńca, czyli oddawali jemu energię, "rozkręcali" go, dodawali mu mocy.
Mogli oni rozkręcić wicher o takiej mocy, aby mogła się wcielić wielka dusza. Wiecie, że podobne przyciąga się podobnym – „Jabłko niedaleko pada od jabłoni”.
Jeśli mąż zawisnął na żonie i był pół pijany i coś tam jej kapnął, to i taki samorodek otrzymamy. Jego energetyka będzie wątła. A jeśli wicher… można taki wiatr zrobić, że i zamieć się w pokoju zrobi. Ja nie żartuję, można tak mocny wicher zrobić. Czym mocniejszy wicher, tym mocniejsza dusza może się wcielić. Podobne przyciąga podobne. Jeśli rodowi udawało się rozkręcić ten wicher u młodożeńców to wcielało się to pierworodne dziecko. Patrzcie, we wszystkich narodach, w każdym czasie największym skarbem rodowym były dzieci pierworodne. Kto się uczył historii? We wszystkich narodach. Tylko, że nam historycy nie wyjaśniają dlaczego to pierworodne jest takie cenne. A to było we wszystkich narodach, mężczyźni giną, a ratują pierworodnych. Wrogowie chcieli specjalnie, albo tych pierworodnych „zniszczyć i wyciąć”, albo przejąć ich dla siebie, bo pierworodni byli wychowywani przez specjalnych ludzi. Uważano, że to są liderzy, to jest elita rodu.

To są najbardziej utalentowani, najlepsi, ci, którzy będą zarządzać całym rodem. Jesteśmy zainteresowani, aby rządził nami najlepszy; - Prawda?, a nie jakiś przeciętniak, ale naprawdę najlepszy. To były dzieci pierworodne. Oni mieli szczególne wykształcenie, byli jakby „oddzieleni”. Uważano, że oni nie należą do rodziny, ale do całego rodu. To był najcenniejszy skarb rodu. Dlatego wrogowie chcieli ich zniszczyć lub zmusić do pracy dla siebie. Rozumiecie wszyscy zamysł dzieci pierworodnych? Czy potrzebna nam taka elita w społeczeństwie? ...Kiedy cały ród wciela najlepszego przedstawiciela? Jak sądzicie? Świętość to dla nas czy nie, taki pierworodny?; - Oczywiście, jeśli faktycznie tak jest, to jest dla nas świętość. Trzeba to odbudować, to jest niezbędne, to dobre dla nas wszystkich. Pojmujecie na ile to wszystko jest ważne?
I właśnie odpowiedzialność, a od tego zaczęliśmy, jest zrozumieniem tego po co tworzymy rodzinę. Po co warto to czynić. A nam się dziś powiada: - „Popróbujcie sobie tam przed ślubem”, ona zachodzi w ciążę, do ślubu idzie ciężarna, co z tego może być dobrego? Lecz jeśli młodzieniec i panna będą świadomi tego wszystkiego, to czy coś takiego będzie miało miejsce? Oni przecież nie są sami sobie wrogami.

Po prostu współczesna młodzież nie zna tych niuansów. Jeśli im o tym opowiedzieć to uznają, że faktycznie to ma sens. Co może przyjść na fali samej żądzy? Rodzina będzie zniszczona i dzieci normalnych też nie będzie. Wiecie, że z jakimi myślami młodzieniec "wrzuci" nasienie w dziewczynę, to i taka ona już później będzie. Jeśli on odnosi się do niej jak do obiektu zaspokojenia seksualnego, to i zostanie ona dziwką (bladź). B-Ladz, oznacza rozmiłowana w przyjemnościach. U niej się włącza program „pożądliwości”. Jeśli on odnosi się do niej jak do bogini, jak do matki swojego przyszłego potomstwa, to wtedy ona będzie rodzic normalne dzieci, lecz jeśli z innymi myślami to wszystko to niesie skażenie. No i jaka normalna dziewczyna dopuści do siebie takiego „pochutliwego” samca? Aby on jej zepsuł całe życie? Aby potem na starość dzieci zabiły, albo oddały do domu starców? To po co takie dzieci? A dziś jak widzimy jest to na porządku dziennym. Ot, widzicie jakie nam „obcokrajowcy wartości” narzucają, a jakie są cenne w każdym narodzie.

<!-- m -->http://www.eioba.pl/a/401d/slowianie<!-- m -->

Słowiański Światopogląd: Część druga – Energia Czi

Innym narodom się pozwala tak żyć, ale my nie powinniśmy – „U nas powinien być internacjonalizm, mieszane związki”, dla nas to nie jest korzystne, nikt z tego nie ma korzyści.

- To są normalne relacje między innymi rodami i narodami. Ja chcę tak żyć i niech inne narody też tak żyją, to przecież bardzo dobre, a z nas się robi niewolników. A w takim wypadku będzie silny Naród i silna Dzierżawa. A jeśli wszystko to mieszać, to nikt nie będzie miał z tego pożytku. To tylko korzyść dla pasożytów, które chcą żyć naszym kosztem... które nie maja żadnych talentów, ale chcą nami zarządzać, dla nich to korzystne, a dla nas? Przecież nie. Dlatego niezbędne jest odbudowanie ustroju rodowo-plemiennego. To obecnie nam wciskają, że pierwotny ustrój społeczny, to jakieś zacofanie, że według niego powinniśmy żyć na etapie epoki kamienia i biegać w „skórach z kamiennymi toporami”. A pierwotny(pierwobytny), to znaczy początkowy, ten który był u źródeł. To jest, to co przykazywali nam Bogowie i Przodkowie. Nic lepszego od pierwotnego ustroju społecznego wymyślić się nie da. A to dlatego, że jeśli nie posługujemy się doświadczeniem Przodków, czyli tym pierwotnym - praźródłowym, to będziemy się kręcić w kółko. Po co nam to skoro Przodkowie wszystko nam przekazali jak mamy dobrze żyć. Istnieje zasada: - "Kto nie używa doświadczenia Przodków, ten zmuszony jest doświadczać ich błędów”. Po co nam dokonywać tych błędów, które popełnili już Nasi Przodkowie? Zacznijmy posługiwać się doświadczeniem Przodków. Mamy pierwotny ustrój społeczny. To jest ideał, jak rodzina powinna funkcjonować w społeczeństwie, jak powinna być skonstruowana społeczność. Oto i nasz ustrój. My tak chcemy żyć i niech inne narody też tak żyją - wspaniale i pięknie. Wtedy będzie przyjaźń i pokój i nie będzie żadnych pasożytów, ani u nas, ani w drugich narodach. Wtedy będziemy żyli normalnie. A kiedy niegodziwcy mają możliwość być u władzy, to i nas skłócają ze sobą nawzajem. Dla nas to niekorzystne i dla innych narodów też. Dlatego sami powinniśmy to odbudować i pomagać drugim narodom w tej sprawie. Wtedy będzie pokój miedzy narodami, a nie ruina, oni kłamią nieustannie i doprowadzają do kłótni między nami i w rezultacie żyją naszym kosztem. Dlatego w żaden sposób nie chcą by odrodził się ustrój rodowo-plemienny, to znaczy od razu za takie działania przypisuje się nam ciągoty ekstremistyczne: - „Aaa! Wy się chcecie mnożyć? Chcecie mieć silne rodziny? Pragniecie silnej Dzierżawy, to znaczy, że jesteście ekstremistami”. Słyszeliście, że już nawet hasło: - „Ruski znaczy trzeźwy" jest już uznawane za ekstremistyczne? A ja się śmieję, że niedługo odmowa bruderszaftu będzie powodem wezwania do sądu. Dlatego należy rozumieć co jest dla nas prawdziwą wartością. My chcemy tak żyć i trzeba inne narody nauczyć żyć tak samo, a wtedy nikt nie będzie miał do nas pretensji. Nikt nie powie, że to jakiś ekstremizm, szowinizm jakiś. Żyć wspaniale plemieniem, rodem, narodem, niech inne narody żyją tak samo. Wtedy wszystkim będzie dobrze, kto tu będzie skrzywdzony? Nikomu nie będzie źle, no może za wyjątkiem pasożytów, dlatego też oni będą na nas wieszać różne etykietki, jakichś tam szowinistów, czy jak tam oni nas nazywają. Tak, etykietki powymyślali rozmaite i wieszają, a my musimy wiedzieć co jest naszym skarbem i przebrać to wszystko, bo jeśli nie wyłuskamy tego co dla nas jest święte, to wymrzemy jak mamuty. To jest fundament. Według konstytucji mamy pełne prawo odradzać ustrój rodowo-plemienny. Nikt nam nie może tego zakazać. No więc taktyczne sprawy omówiliśmy, tak?

- Idziemy dalej z kształceniem, o zaślubinach już mówiliśmy i wiadomo jak płodzić potomstwo. Dalsze dzieci są poczynane już samodzielnie. Oni juz wiedzą jakie wichry można rozkręcić i następne dzieci sprowadzają już samodzielnie bez pomocy krewnych. Tak tworzy się rodzinę. Czym jest rodzina?(rodzina po rosyjsku to семья, czyli: siem-JA = 7 JA), to ja-1, mój syn-2, mój wnuk-3, mój prawnuk-4, to ja, mój ojciec-5, mój dziad-6, mój pradziad-7. Otrzymujemy siedem "JA". Niezbędne jest by żyć jako rodzina. Dziś nie dają nam możliwości by żyć rodziną. Spróbujcie w mieszkaniu przeżyć cała rodziną. Da się? Nie ma po prostu możliwości. A kiedy wszyscy żyli w naturze, to było to zwykłe następstwo zdarzeń. Dzieci podrosły i czas na mojego syna by tworzył swoją rodzinę. Ja mu mówię: - „Wspaniale, zostajesz gospodarzem”. Ja stawiam mu dom naprzeciw, aby żyć twarzą w twarz, stąd nazwa „u-lica”. Pamiętacie, na tej ulicy żyła ta familia, na innej inna. Żyliśmy "lico w lico". Ja powinienem go doglądać, pomagać jemu, tym bardziej, że tam będą wnuki, prawnuki, a ja mam obowiązek ich wychowywać. Dlatego powstawała ulica. Inaczej nie możemy żyć, ustrój rodowo-plemienny się psuje. Każdy powinien mieć swoją ulicę. A jak powstawał dom? Gospodarz powinien zapewnić wszystkim swoim krewnym wyżywienie i materiały budowlane. Wszyscy krewni się zbierali i zaczynała się "tołoka". Nie wiecie co to jest? To trochę jak rozgrywka(?) taka, wszyscy krewni się zbierają i za 2-3 dni powstaje pełne gospodarstwo, czyli kompletny dom z pomieszczeniami, sauna i stajnia, wszystko co trzeba. Przez 2-3 dni cały ród stawiał wychodzącemu z rodziny synowi dom. Ktoś podarował mu krowę, kto inny psa, a ktoś inny... wszystko co niezbędne. Pełne gospodarstwo, czy to jest korzystne? Będzie jakiś problem z funduszem mieszkaniowym w takim układzie? Oto jak znikają wszelkie problemy. Tak to było w naszej kulturze. Czyli, odchodzisz, proszę bardzo. Jeśli syn jest jakiś mało samodzielny i mówi: - "Nie tatuś, ja będę z tobą żył", to on może mieszkać ze mną i żenić się w moim domu, ale w takim wypadku, on traci prawo głosu. Pamiętacie jak to jest z głosowaniem? Prawo głosu ma tylko ten, kto pokazał, że jest faktycznie gospodarzem przez duże "G". Jeśli jesteś rodzicem, jeśli prowadzisz samodzielne życie, jeśli sprawdziłeś się jako gospodarz, to masz prawo głosu. A jeśli syn mieszka u mnie, to znaczy, że jest niesamodzielny, nie da rady być gospodarzem. Wiecie sami, bywają takie dzieci. Nie może samodzielnie prowadzić gospodarstwa. Dla niego lepiej słuchać tego co ja powiem, żyć po mojemu. Jeśli zechce być gospodarzem, to bardzo proszę, a on nie może. Wtedy on nie ma prawa głosu. Dla kogo to korzystne by słuchać jego głosu jeśli on nie jest samodzielny? Ani jemu to na rękę, ani nikomu wokół. Jeśli on nie zna tych problemów, nie ma doświadczenia gospodarskiego. Jeśli jesteś doświadczony, to masz prawo głosu. W rodzinie prawo głosu miał tylko gospodarz. Po co żonie się mieszać w sprawy ogólne, bytowe? Ona ma inne problemy, inne sprawy. Powiada: - "Od tego mam męża, niech jego o to głowa boli". Jeśli w moim domu mieszka ojciec, ale gospodarstwa nie prowadzi, być może już starzec. On może orzec: - "Synu, co ja mam się tym zajmować. Idź i decyduj". To jakby przekazanie władzy. Zawsze w rodzinie jest jeden gospodarz, on ma prawo głosu. To jest odpowiedzialność - odpowiedzialność za całą rodzinę, za ojca, za dziada, za pradziada, których mam pod opieką, oraz za syna, wnuka i prawnuka… to jest gospodarz, on ma prawo głosu. On pokazał, że jest gospodarzem. Czy dla nas wygodne by prawo głosu mieli jacyś bumelanci, którzy nie chcą nic budować, nie trudzić się, nic nie robić, ale pasożytować? Dziś mają prawo głosu jacyś alkoholicy, narkomani, niegodziwcy, czy to dla nas korzystne, by oni mieli prawo głosu? Kto ma z tego korzyść? Normalni ludzie nie. Według naszej tradycji prawo głosu mieli tylko prawdziwi gospodarze, czyli ci, którzy są godni by mieć to prawo. To jest odpowiedzialność.

- Weź na siebie odpowiedzialność i wtedy będziesz gospodarzem. O Kopnym Prawie pamiętacie?(Tutaj mała pomoc, Kopne Prawo - <!-- m -->http://www.eioba.pl/a/3w3v/wielka-dzierzawa<!-- m -->) Nie będziemy dalej rozważać tego tematu? To ta zasada, gdy wybiera się co dziesiątego gospodarza, potem setnego, tysięcznego… potem Bojara i Wielkiego Kniazia Wszech Rusi. To już są wybory, w ten sposób najlepszy człowiek dochodzi do władzy. Nie gorszy, ale lepszy. Czy dla nas to korzystne, by nami zarządzał najlepszy? Nasi Przodkowie pokazali jak przebiegać powinny wybory. To 100% zabezpieczenie, że nikt obcy się nie pojawi w miejsce naszych, tym bardziej, że wszyscy tu są krewni. Proste? – Proste, oto i odpowiedzialność. To jest ustrój rodowo-plemienny. Tylko wtedy będziemy żyć rozkwitając, gdy będziemy żyć tak jak przykazywali Przodkowie, tak więc stworzyliśmy rodzinę, ona istnieje i zaczynają przychodzić dzieci. Jak to ludzie powiadają: - "Pierwsze dziecko, to pierwszy wnuk" - słyszeliście takie powiedzenie? A dlaczego tak powiadają? Dlatego, że wykształceniem zawsze zajmowali się dziadkowie i babki, prababki, a to stąd, że rodzice nie mają czasu na te sprawy. Oni muszą pracować i wykarmić cała rodzinę, to jest ich odpowiedzialność. No bo jak? Jeśli jestem gospodarzem, to oni wszyscy ode mnie zależą, jestem odpowiedzialny za nich. A gdzie tu jeszcze się wykształceniem zajmować? Ja po prostu nie mam czasu, nie mam takiej możliwości. Jeśli jestem jeszcze młody, to jakie ja mam doświadczenie? Co ja mogę nauczyć dzieci? A mój ojciec, dziad, pradziad, oni już mają doświadczenie życiowe. I oni już maja potrzebę przekazywania tego doświadczenia. Ja takiej potrzeby nie mam, bo mam na razie inne zadania jako gospodarz i powierzam to swojemu ojcu, dziadowi, pradziadowi, oni mają ogromne doświadczenie. Niech oni przekazują moim dzieciom, a swoim wnukom i prawnukom swoje doświadczenie. Korzystne to? Według naszej tradycji uważano tak: - „Jeśli człowiek nie dojrzał etyczno moralnie, to zabronione jest oddawanie mu dzieci do wychowania”. Według naszej tradycji… - wykonywano na przykład dolmeny, słyszeliście o dolmenach? Jeśli człowiek praktycznie nie odnalazł drogi do świata duchowego, czyli, że nie wie, gdzie pójdzie po śmierci, to co on może nauczyć dzieci? Jeśli on sam nie wie kim jest i po co żyje i jaki jest sens życia? Jeśli on nie jest człowiekiem Zdrowo Myślącym i nie spraktykował tego, to jak mu można zawierzyć edukację dzieci? Dlatego każdy ród budował dolmeny, …dolmen w dobrym miejscu, to jest miejsce anomalii geologicznych w którym jest "pustynka", czyli miejsce, gdzie wejść ("wpuścić") można do Królestwa Niebieskiego. Jeśli mężczyzna już dojrzał, wyprowadził dzieci do dorosłego wieku, no i teraz chcę znaleźć drogę do innego świata, "Przejść po…(?) drabinie i poznać, gdzie idę po śmierci”. Ja jako gospodarz powinienem wszystko to zapewnić swojemu ojcu. - „Tatuś, chodź, zbieramy się całym rodem i budujemy dolmen”, posadzili go tam, zakryli daszkiem, zostaje dziurka, którą podaje się…garnek(?), jedzenie. No i już on tam siedzi, zna metody tego co się współcześnie nazywa „praktykami medytacyjnymi”. Siedzi tam, dzień, dwa, tydzień, miesiąc, rok - ile mu tam trzeba. No i koniec końców przechodzi do innych światów. Współcześni uczeni umieszczali człowieka w stanie nieważkości, w środowisko płynne o temp. ciała, gdzie nie ma dźwięków, światła i człowiek wpada w stan medytacji, słyszeliście o tym? Coś podobnego się działo w dolmenie, prędzej czy później każdy człowiek osiąga ten stan. Tym bardziej jeśli cały rok - oho, nasz krewny poszedł się pomodlić. Podtrzymujemy go na poziomie ciała. A dlaczego nie można tego czynić w rodzinie? Trzeba wyjaśniać? Niezbędnie jest osamotnienie, gdyż subtelne ciało "Żagie" (ono ma kształt naszego ciała) - ma rozmiary 7,5 metra po promieniu, to u przeciętnego człowieka. Jeśli jest on bardzo uduchowiony to do 1.5 kilometra(coś na temat - <!-- m -->http://www.youtube.com/watch?v=ss3nVf8lPsQ<!-- m -->). I jeśli te pola nachodzą na siebie z innym człowiekiem znajdującym się bliżej niż 15 metrów, to następuje zmieszanie się i on nie może się rozwijać w pełni. Dlatego też odosobnienie jest konieczne. Dlatego też Nasi Przodkowie znajdowali sprzyjające miejsce, chcesz zdobyć doświadczenie, bardzo proszę. Mamy obowiązek umożliwić tobie takie doświadczenie. Po to była kultura dolmenów. Szedł do tej "pystynki" i zdobywał takie doświadczenie. Do tego niezbędne są warunki. Ja jestem tym zainteresowany, aby mój ojciec wychowujący moje dzieci, a swoje wnuki był tak uduchowioną osobą, która już nie boi się śmierci, która już wie czym są inne światy i co go czeka, mówiąc w skrócie, Wedy powiadają tak:

 

- „Człowiek po śmierci odchodzi tam, gdzie dał radę dotrzeć za życia”.

 

I ja chcę, żeby mój ojciec rozpoznał tę drogę, wtedy ja będę o niego spokojny. Jeśli on nie jest w stanie się tego nauczyć, to wtedy… u nas byli wędrowcy. Pamiętacie? Chodzili u nas wędrowcy. Jeśli nie ma nauczyciela obok w rodzie, to wiedzieli: „Ooo, tam żyje nauczyciel”, dziad z babką zbierali się i szli się szkolić. Gdy się nauczyli, to wracali. Jeśli o tym nauczycielu się powiadało, że nie za dobry, to tam żyje jeszcze lepszy nauczyciel i oni szli tam. Pamiętacie, że u nas wędrowców przyjmowano jako "bożych ludzi"?. Tak było w naszej tradycji, przyszedł wędrowiec, to trzeba było napoić, nakarmić, ogrzać i potem szli dalej. Pamiętacie te zwyczaje? To była świętość. Potrzebne nam takie wędrownictwo? Jak uważacie? To był święty obowiązek. "Gość w domu, Bóg w domu", tak się uważało. To nie dotyczyło jakichś obiboków nie chcących pracować, pasożytów, lecz wędrowców, dobre to jest? Dobre dla naszej tradycji. Powinniśmy swoim starcom to zapewnić. Jeśli nastanie taki ustrój, to wszyscy starcy maja to zapewnione. Jeśli przeszli i zebrali doświadczenie wszystkich nauczycieli, to wtedy maja prawo wrócić do rodziny. Tylko takim ludziom można zaufać edukacje swoich dzieci. Zgadzacie się, że tylko tacy ludzie powinni zajmować się edukacją? I wtedy ja wiem, że moje dzieci będą należycie edukowane. Ja spokojnie pracuję dla dobra rodziny, zabezpieczam wszystko co materialne, a dziadowie i pradziadowie zajmują się edukacją. Tym bardziej, że oni mają potrzebę przekazywania. Dlaczego ludzie są dziś zwiędnięci? Wiecie, że jest starość i jest zgrzybiałość. Stary to „sto razy światły”. To od „Sto-RA-Jar”, stukrotne Ra, korzeń słowny „RA”, a „Jar”= Jarzyć. Nam się mówi, że trzeba starość szanować. Owszem, starość trzeba szanować, ale nam się każe szanować zgrzybiałość. Jeśli przeżyłeś życie źle, to jesteś zgrzybiały, chory, takiemu trzeba niby miejsca w autobusie ustąpić, a z jakiej racji? Młodzież się na oburza właśnie. Trzeba szanować starców, a to niegodziwiec, dlaczego mu miejsca ustępować? Trzeba nauczać, że właśnie starość jest godna szacunku. Można doznać oświecenia na starość, a można zgrzybieć. Uwiąd starczy nie jest godny czci, ale starość. Nie sądzicie? Jeśli będziemy dzieciom konkretnie wyjaśniać, że istnieje uwiąd i istnieje starość, to będą oni szanować ludzi godnych szacunku? A niegodnych, nie będziemy szanować - on nie jest godzien szacunku, on jest zgrzybiały, to oznacza, że żył w niewłaściwy sposób. Zgadzacie się do tego miejsca? Czy to korzystne dla naszej kultury byśmy szanowali starców? Korzystne. I nie jest dobre byśmy wychwalali zgrzybiałych. Czy może coś nie tak? – „No, ale jak rozróżnić?”, to najważniejsze. A co ty, nie widzisz od razu? Spotykasz go, a on promienieje. Oczy u niego „płoną”, on jest czysty. – „No, ale ja w ogóle nie rozumiem kto jest czysty, a kto nie?”. Podnieście ręce, kto nie potrafi odróżnić starości od zgrzybiałości? Podnieście rękę, no chyba sam tu jesteś. To przecież widać od razu jeśli jest zgrzybiały, jeśli ledwo nogi przestawia, to zgrzybiałość, to nie jest starość. Starzec jeszcze młodemu „dołoży” we wszystkim. Starca nie posadzisz na miejsce. – „Ja z takim rozmawiałem, on mi powiada: - Synku, tobie bardziej trzeba - widzę, że jesteś zmęczony, a mi niewygodnie jest siedzieć”. Starzec jest wytrzymalszy od jakiegoś tam młokosa. Starość to oświecenie, a ci zgrzybiali będą cię po prostu przeganiać… o pychę posądzi(?), to jakby dziś się dzieje ,,on otrzymuje wsparcie drugich takich samych”… Jeśli będziemy społeczeństwo prawidłowo edukować. Jeśli nasze dzieci będą rozróżniały starość od uwiądu, to wszystko wróci na swoje miejsca. – „Oni jak policjanci …(?)”. Jeśli będziemy osiągać to we właściwy sposób, to oni nie zapomną ("tam nikt nie jest oficerem")… a to właśnie coś zaczął, aby uniknąć zniedołężnienia. Jaka była podstawowa zasada? Mamy energię życia  - "czi", "ci" - różnie ją się nazywa. Jak nasi oficerowie powiadali?: - "Mam zaszczyt", prawda? To tylko współcześni oficerowie mówią: - "Daj cześć". A Nasi Przodkowie powiadali: - "Mam zaszczyt", prawda? Tak więc "czi", "ci" w dzieciństwie ta energia buzuje, dziecko jest żywiołowe, jest takim eksperymentatorem. A jak zaczyna dorastać, to wzburzenie tej energii się uspokaja. Energia się normalizuje. Czym bardziej dorasta, tym bardziej ta energia przypomina spokojną wodę. Potem upodabnia się, początkowo do strumienia w młodości, a potem, gdy jest dorosły przypomina już rzekę. Gdy jest już rodzinnym człowiekiem, ma doświadczenie, to "czi" płynie u niego spokojnie, równomiernie. No ale stopniowo aktywność życiowa wygasa. Porodziły się u niego dzieci i "czi" się uspokaja. To się zamienia w jezioro. Jeśli człowiek żył etycznie, to woda zaczyna się klarować, staje się taka czysta, przejrzysta. W ten sposób osiąga starość. Ale co się może dalej wydarzyć? Jeśli nie ma ujścia tej energii, człowiek poszedł na emeryturę i koniec. On nie wie, gdzie skierować swoją energię "czi"… - „Chodzi o energię męską?”. Nieważne i męską i żeńską, u wszystkich tak bywa i u kobiet i u mężczyzn. U nich woda zaczyna tracić siłę, staje się mętna, pojawiają się depresje, zamienia się wszystko w błoto i gnije. Człowiek umiera. Poszedł na emeryturę, nie ma co robić i po kilku latach umiera. Często się to spotyka? Dlatego też Nasi Przodkowie doskonale znali zasady władania tą życiową energią. Powiadali: - „Dla starców niezbędne jest wyjście z tego jeziora”, a wyjście jakie? Spełnienie należnych sobie obowiązków (coś w temacie – 1. <!-- m -->http://davidicke.pl/forum/post147626.html#p147626<!-- m --> 2. <!-- m -->http://davidicke.pl/forum/post147662.html#p147662<!-- m --> 3. <!-- m -->http://www.youtube.com/watch?v=oJM9rkZcBMM&feature=plcp<!-- m -->). Nakieruj swoją energię na edukację wnuków i prawnuków. I wtedy to jezioro zamienia się w pełną wody mocną rzekę. Tu są wnuki, prawnuki, można żyć choćby i 10 000 lat. Masz pole do działania. Jest potrzeba przekazania wiedzy. Istnieje zasada: - "Jeśli zdobyłeś jakieś doświadczenie, to przekaż je innemu", wtedy będziesz mógł się oprzeć i podnieść się jeszcze wyżej. To "prawo schodów" - wszyscy o tym słyszeli? I starcy mają potrzebę przekazania doświadczenia. Znam bardzo dużo dorosłych ludzi, którzy mówią: - „Mamy doświadczenie, ale nie mamy go komu przekazać. Ja mam jeszcze możliwości, mogę jeszcze wiele zrobić, ale trafiają do mnie jakieś niedojdy na naukę i nie jestem w stanie nic przekazać”. Oni mają problem z przekazaniem. To jest problem „nauczyciela i ucznia”. Oni mają potrzebę zamiany tego pełnego jeziora w rzekę, aby "czi" popłynęło, a nie ma komu tego przekazać. To jest problem starców. I to u wielu z nich... takie pytanie: - „Kiedy człowiek ma możliwość (?) życia w jakiejś społeczności, to sytuacja efektywności jest indywidualna (?), a co oznacza w „jednym człowieku”?”. No jeśli na przykład starzec… od jakiego momentu starzec przestaje mieć decydujące zdanie… ale o co chodzi? Zrozum, że starzec oddaje gospodarstwo swojemu synowi i tylko wtedy staje się…, a jeśli nie to jest gospodarzem, no i w tym rzecz, że nadszedł czas oddać i już dawno minął, ale tak się nie dzieje. Mówimy o tym co się wydarza obecnie, czy o tym do czego trzeba dążyć? O co chodzi? – „No chodzi o to, jak powinno być prawidłowo?”. No to już mówiłem: - „Jeśli syn dorósł i mówi ojcu… Chcę się usamodzielnić, zostać gospodarzem”. I on powinien mu zapewnić gospodarstwo. Już o tym mówiliśmy, co? – „Czyli sam ojciec powinien zapewnić gospodarstwo synowi?” - Oczywiście! Już mówiłem, że zbiera się "tołoka", a ojciec zobowiązany jest dać synowi materiały i wyżywienie dla całego rodu na te kilka dni, a oni mu za to zbudują gospodarstwo. Już mówiliśmy o tym. I on zostaje gospodarzem, nikt tam już nie ingeruje. Choć kontroluje czasem i mówi: - „Synku, tu robisz nieprawidłowo, powinno być tak i będzie wtedy lepiej”. On ma głos doradczy, a ja jestem zainteresowany w tym by posługiwać się doświadczeniem mojego ojca. To dla mnie wygodne. Jeśli to są sensowne porady, to przecież będę je brał pod uwagę. No tak. To są normalne relacje syna i ojca. A teraz sytuacja, gdy są juz wnuki i prawnuki. Ja nie mam kogo edukować, a u niego porodziły się dzieci. Od tego mam ojca, dziada i pradziada, ja ich karmię, ochraniam i ich obowiązkiem jest już edukować swoich wnuków i prawnuków, a i swoje dzieci. To ich obowiązek i jeśli daję im tę możliwość, to ich "czi" zmienia się w mocny potok. W ten sposób u nich nie będzie zgrzybienia. U nich nastąpi starość, a ja jako gospodarz powinienem zapewnić swoim starcom wyprowadzenie tej energii "czi". – „No wszystko ładnie, ale jest inny problem. Czasem dzieci nie chcą się uczyć tego, czego chce nauczać ojciec. Mało kto uczy tego czego chciały by dzieci”. Ależ nie, to jest całkiem inaczej. Mnie na przykład od dzieciństwa tato tak uczył: - „Podchodził i pytał, Synku, czego ty chcesz się nauczyć?”. Ja mówiłem: - „Chcę tego”. On mnie nauczył. Wyuczył mnie i znów: - „Czego jeszcze chcesz się uczyć?”. – „Chcę tego”… a kto będzie „gnębił” swoje dziecko? Czy ja jestem wróg samemu sobie? – „A to ojciec?”. Oczywiście, ojciec wie najlepiej jak edukować swojego syna. Jeśli ja mówię: - "Tatuś, chcę tego", a on nie potrafi, to wtedy prowadzi mnie do nauczyciela. Ale w ideale nauczycielami powinni być mój ojciec, dziad, pradziad. – „To do jakiegoś mistrza z rodu? Dokładnie tak, on go prowadzi i mówi: - "Naucz mojego syna". Sprawdzają i jeśli człowiek ma talenty przyjmuje go na ucznia i naucza. A gdzie tu jest „gwałt”? Komu tu się dzieje krzywda? Najważniejsze jest to, od kogo pochodzi ten pomysł... No wiadomo, że od starszych, ale ojciec na przykład coś by chciał, a nauczyciel mu odradza. Nie wiedzą…, albo. No, a może ty będziesz wielkim sportowcem? Trzeba ci dać możliwość, dlaczego by nie? Chcesz? Proszę bardzo! Idź się ucz. Nie wolno „gnębić” swojego dziecka. Mnie ojciec nie zmuszał. Chcesz? Idź i się ucz. Ja tego nie znam. Jeśli nie mam kwalifikacji, to co ze mnie będzie? – „No, a jeśli jest tak, że chce się nauczyć jednego, a po tygodniu już nie chce? No i bardzo ładnie! Idź się uczyć czegoś nowego. Ja tak właśnie robiłem, wyszkoliłem się przez tydzień i za tydzień już sobie życzyłem czegoś innego. – „No, a taka sytuacja, gdy on nie wie, coś tam się zmieniło…co wtedy robić? Wtedy ojciec mówi: - „Synu, w tej sytuacji masz dwa warianty, ty możesz postąpić tak, a wtedy rezultat będzie taki, a taki, możesz też postąpić tak, a wtedy rezultat będzie taki i taki”. I daje się wybór, ale ja tobie jako bardziej doświadczony doradzam nauczyć się tego i tego. A dlaczego? A dlatego, dlatego i dlatego … Zadaniem rodziców jest „wykarmić” dziecko. "Wykarmić", nie pochodzi od słowa - karma, pożywienie, ale od słowa „kormczy”, czyli pilotujący (prowadzący na dobrą drogę). I ja mu wyjaśniam: -  „Jak pójdziesz tu, czy tu, to takie i takie otrzymasz rezultaty, ale ja tobie radzę postąpić tak i wyjaśniam dlaczego. Nie stosuję jakieś tyranii, ale objaśniam co otrzyma w rezultacie. A teraz przyjrzyj się i zrób jak chcesz. On na to: - "Nie tatko, ja chcę tak!". Ja mu na to: - "Ale rozumiesz, że z tego będą kłopoty?". On: - "Rozumiem". Błogosławię. Wszedł "w maliny" i mówi: - "Tato miałeś jak zwykle rację, powinienem zrobić tak". Ja swoje dzieci tak uczyłem, mnie tak samo uczyli, to najlepsze rozwiązanie. Jeśli rodzice sami nie wiedzą do czego to doprowadzi, to oczywiście się nie nadają. Kogo oni mogą czegoś nauczyć? Lecz jeśli rodzic wie do czego to doprowadzi, to zobowiązany jest synowi rozpisać całą drogę postępowania na jakie natrafi przeszkody i co w rezultacie otrzyma. Jeśli to go zadowala, to niech działa, to jest jego lekcja. Jak można swoim dzieciom zakazywać odbywania nauki? Do mnie też przychodziły dzieci mówiąc: - „Tato, chcemy postąpić tak”. Ja im na to: - "Ale znacie rezultat?". – „Tak, znamy”. – „Wiecie, że to głupstwo?”. – „Wiemy, przecież ty sam jesteś taki, jeśli nie dotkniesz to nie uwierzysz. My chcemy sami dotknąć”. – „Błogosławię skoro tak”. Przetestowali: - „Tak, wszystko jasne, jak zawsze miałeś rację”. Jeśli na przykład nie dają dziecku wyjaśnień, na przykład o obowiązkach, o doli, o tym jak prawidłowo postępować, jeśli mu się tego nie wyjaśnia, a on decyduje: - "Ja chcę zrobić, ot tak" - pójść, kogoś znaleźć, czy też to bez znaczenia? Oczywiście rodzice są odpowiedzialni za swoje dzieci. Zależy jaki to jest wiek, jeśli już dorosłość i oni świadomie idą by zdobyć doświadczenie, to wtedy tak. Ale jeśli maleńkie dziecko i chce się pobawić zapałkami? To ja mu powinienem dać możliwość poznać, czym jest ogień. Daję swoim dzieciom zapałkę: - „Masz, potrzymaj, ale jak się oparzysz, to będzie bolało”. To wszystko jest doświadczenie. Póki nie poparzy palców, to nie rzuci. Ja wiem, że nie zostanie kaleką, ale, że go zaboli. I tak czym starszy, to dajemy zapoznać się z rezultatem. Jeśli sobie tego życzysz, to masz. Ale powinniśmy mieć to pod kontrolą, aby sobie karku nie skręcił. Pod kontrolą, tak jak rodzice powinni. Niezbędne jest zapewnienie dziecku zdobycia doświadczenia. Inaczej ono będzie to robić poza kontrolą. To chyba zrozumiałe? Kontrola konieczna: - „Chcesz, to masz, spróbuj”. Najważniejsze by sobie karku nie złamał. Pytanie o relacje rodzinne: - „Jak mu dać pojąć, że to doświadczenie…” - istnieje taka metodyka: - "Zabawiając, zaciekawiaj, zaciekawiając, nakierowuj", czyli należy zainteresować dziecko i nakierować w taka stronę jak należy. Jeśli to już jest bardziej dorosły człowiek, to trzeba po prostu: - „Usiądź synku, chodź porozmawiamy, rozważymy co będzie dla ciebie lepsze. Jeśli będziesz dziwkarzem, to takiego sobie świństwa nazbierasz, że… i energetycznych chorób i na poziomie ciała. A w końcu jak znajdziesz normalną dziewczynę, to wszystkie te skazy przepiszesz na nią. I będą się tobie rodzić takie właśnie dzieci. Chcesz mieć takie dzieci? Takiego jakiegoś drania, który cię potnie nożem, gdy braknie mu 3 ruble? Chcesz takiego potomstwa? No to idź. Idź się bawić skoro tak chcesz, ale otrzymasz coś takiego”. Można to tak dziecku wyjaśnić? Jeśli on nie wierzy w to, to trzeba go zapoznać z danymi naukowymi, że tak naprawdę jest. Powiedzieć: - „Idź do kompetentnych ludzi”. – „A jeśli on nie ma woli i nie może już odróżnić?”. Wiesz, tak naprawdę to ja swoje dzieci... - mój tato mnie tak edukował i ja to robiłem..., czyli, kiedy nie było obok matki, to zwracałem się do nich jak do równych sobie. Jak do dorosłych istot. Ja wiedziałem kim oni byli w poprzednich wcieleniach i jak do równych - one zmieniają wtedy dykcję, intonację i wiele innych rzeczy, sposób chodzenia i oni mi odpowiadali jak absolutnie dorośli ludzie. Ja ich traktowałem jak dorosłych ludzi i oni mi tak odpowiadali. On się nic nie bał, nie uciekał, to nie o to chodzi. Zadawałem takie pytania jak dorosłym. A gdy ktoś patrzył, to zaczynali coś tam kombinować.

 

- „Ojciec powinien dzieciom wpoić sprawiedliwość, a matka miłosierdzie - to jest obowiązek ojca”.

 

A jeśli zamieniać, że matka sprawiedliwość, a ojciec miłosierdzie, to będą z tego złe dzieci. Dlatego nie widzę problemu w tym jak dziecku wyjaśnić. Wszystkie dzieci to rozumieją. Jeśli się do nich odpowiednio odnosić, to wszystkie rozumieją. To tak się wydaje, że dzieci jeszcze nic nie rozumieją. One przywykły do takich gierek, które narzucili im dorośli. Przypomnijcie sobie swoje dzieciństwo - zgadzacie się, że mam rację?... - No właśnie, dlatego też nie ma problemu w wyjaśnieniu dziecku następstw tego, czy innego postępowania. To jest właśnie "wykarmienie" dziecka, przekazanie swojego doświadczenia. Jeszcze takie pytanie: - „Niektóre dziedziny i ich nauczenie wymagają dostatecznego zaangażowania dziecka i czy w takim wypadku dawać mu jakieś zadania, tak psychologicznie podchodząc. Czy to jest dopuszczalne?”. To właśnie rodzice mają obowiązek połączyć dziecko z rodem. Dziecko jest członkiem rodziny i powinno mieć konkretne obowiązki od najmłodszych lat. Rodzina jest duża, a zadań zawsze jest mnóstwo. I w miarę możliwości każdy wypełnia swoje obowiązki. To, co trzeba robić koniecznie, na przykład: - Konieczne jest wynoszenie śmieci z domu? Konieczne. Chodzić po mleko? Trzeba. Po naftę trzeba iść? Trzeba. Co chcesz robić? Co wolisz? A ono powie: - "A ja nie chcę". No, a co ty, jeść nie chcesz? No jeść chcę, ale to taka typowa sytuacja. "Kto nie pracuje, ten nie je", wszyscy się trudzą by mieć jedzenie. – „No, przymus jest mało przyjemny, ale jak inaczej? Trzeba konkretnie wyjaśnić do czego to prowadzi. – „A kto cię będzie karmić?” - po prostu tak. – „Jeśli ty nie chcesz się trudzić dla dobra rodziny, to do czego ty jesteś rodzinie potrzebny, po co ciebie karmić, obuwać i odziewać, po co zatem jesteś potrzebny?”. Jeśli ty rzeczowo(?) się odnosisz do nas, to i my będziemy do ciebie tak samo. Każde dziecko to zrozumie. No chyba, że jest to kompletny debil, wtedy nie pojmie, ale normalne dziecko zrozumie, że są rodzinne obowiązki. To nie jest postrzegane przez dziecko jako przymus. Jeśli mu udowodnić, że jest to niezbędne do wykonania, to dziecko będzie to wykonywać. Oczywiście jak zrobisz, to możesz iść pobiegać i pobawić się, ale jeśli nie, to jak? Jeśli moim obowiązkiem jest przejść po okolicy i zebrać...(?) - jeśli tego nie zrobię, to cała rodzina będzie głodna. Jeśli nie wyniosę wiadra, to gdzie mama będzie śmieci wrzucać? Wszystko się zawali. – „Są takie rzeczy nie od razu widoczne, na przykład dziecko jest utalentowane i ma na przykład 4 lata, jeśli się nie zacznie z nim pracować, to nic z tego nie będzie, a objaśnić mu, że powinien codziennie trochę ćwiczyć jest bardzo trudne. Należałoby zatem przymusić”. A po co wymuszać? On powie: - „Tato, a ja nie chcę na skrzypcach grać, co z tego, że mam talent, ale ja chcę się nauczyć orać, cegły lepić albo pilnować kóz”. – „I nawet w takim wypadku…?”. A jakże! On powie: - „Chcę". Jeśli nie będzie pasji, to on się nie będzie uczył. Mnie tak nauczali i wtedy dziecko w krótkim czasie wyszkoli się i to już nie będzie go interesować i powie: - „Tato, a teraz chcę tego”. Może i do muzyki dojdzie. Takie pytanie: - „Jak określić czy jest talent czy nie?”. Dziecku trzeba zadać pytanie: - „Czego się chcesz nauczyć?”. Weź dobrego pedagoga… O właśnie, każde dziecko można nauczyć grać na skrzypcach. Ono gra, ale jak chcesz pójść dalej to: - „Dalej grać nie będę”. Powinien grać z przyjemnością… jeśli mówi, że nie chce, bo pedagog…? – Tak, to prawda. Najlepiej… w żadnym razie nie należy przełamywać oporu dziecka. Jeśli ono nie chce się uczyć od nauczyciela, to co ja go tam będę ciągnął? Nic z tego, on zamieni się w rzemieślnika, a do poziomu sztuki w tej dziedzinie nie dojdzie. Można znać rzemiosło, na przykład na skrzypeczkach grać w restauracji, albo można stać się talentem. A to już jest sprowadzenie dowolnej sztuki do poziomu zrozumienia ludzi. W dowolnej dziedzinie, można być rzemieślnikiem, a można dorosnąć do poziomu twórczego. Czy ja chcę, aby mój syn stał się rzemieślnikiem? W żadnym razie nie chcę. Każdy z nas ma swoje talenty i dla mnie lepiej by mój syn, czy córka byli szczęśliwi. Aby dorośli do poziomu twórczego i to w dowolnej dziedzinie. Weźcie pod uwagę dowolną dziedzinę życia, każdą można doprowadzić do poziomu twórczego. Dajcie przykład choć jednej w której nie da się być artystą? Cokolwiek. Wszystko można doprowadzić do poziomu sztuki. I ja swojemu synowi powiem: - „Nie! Ja uważam, że będziesz skrzypkiem, choćby nie wiem co, a będziesz!”. Owszem, połechtam tylko swoje ambicje i swoją próżność, a dziecku robię krzywdę. Ja do swojego dziecka tak się odnosić nie będę. Czy ja jestem wrogiem swojego dziecka? A wielu rodziców w ten sposób swoje ambicje cieszy: - "Będziesz wielkim skrzypkiem!". Nigdy się to nie uda, on będzie tylko rzemieślnikiem. My teraz mówimy konkretnie o tym czego chcemy dla swoich dzieci, co mają osiągnąć… ale są mamusie, które… takie działania są niejednoznaczne: - „A czy córki tego chcą?”. One nie wiedzą czym to jest. Ja też nie wiedziałem czym jest muzyka. Jeśli dziecko nie wie, to możesz mu opowiedzieć, jeśli pójdzie tu, to otrzyma to, a jeśli tam, to będzie tak… Z grubsza rozumiem o co chodzi w pytaniu. Według naszej tradycji, po pierwsze dzieci do 2 miesięcy pamiętają swojej poprzednie wcielenia. I obowiązkiem ojca jest się zorientować kim jego dziecko było w poprzednim wcieleniu i jakie ma talenty. Dawniej nasze dzieci od razu, pierwszego dnia zaczynały świadomie rozmawiać (pomocny materiał - <!-- m -->http://www.eioba.pl/a/3wf3/zdrowy-start<!-- m --> ... olna-nauka). Dziś dzieci nasze są tak głupie, nie umiemy rodzic normalnych dzieci. Nie potrafimy ich wcielać i rodzić dlatego nasze dzieci nie mogą się komunikować od pierwszych dni swojego istnienia. Wiecie o tym? Dawniej dzieci zawsze mówiły zaraz po urodzeniu. – „Nie wiemy, ale chcemy się dowiedzieć jak się tego nauczyć”. No właśnie na ten temat rozmawiamy. – „Dawno to było od kiedy się nie rodzą?”. Nie dawno. W starych poradnikach zielarskich znalazłem przepis: - „Jeśli wasze dziecko od razu po urodzeniu zaczyna mówić, to znaczy, że wcielił się w nie bies”. To już chrześcijańskie "mądrości". - "Weźcie wtedy mleko krowy, zmieszajcie z krwią psa i nakarmcie tym dziecko", wtedy mózgowe półkule… i będzie "normalne dziecko". Zrozumcie, że jeśli takie porady były w książkach, to oznacza, że to nie były pojedyncze przypadki. Bywają i dziś, ale to jest ukrywane. Jeśli przyciągnąć wysoko uduchowioną duszę, to ona będzie od razu się komunikować, ale każde dziecko do 2 miesięcy zachowuje pamięć poprzednich wcieleń i jeśli popatrzeć dziecku w oczy i zadawać pytania jak rozumnej istocie, to ono oczami, mimiką, gestami czy ruchem zacznie objaśniać kim był. Gdy moje dzieci były maleńkie, to wszystko to przećwiczyłem i wszystko mi pokazywały. I wszystko się staje jasne. Wiadomo kim byli… - „Dwa miesiące, czy dwa lata?”. Do dwóch miesięcy. Kiedy dziecko zaczyna pełzać i świadomie brać rzeczy w ręce, to przeprowadza się drugi obrzęd. Bierze się rozmaite przedmioty, jednej wielkości, jednakowej jaskrawości, tak plus minus, aby łatwo było wziąć w rękę. Przedmioty charakterystyczne dla ludzi prostych, gospodarzy, rycerzy i mędrców. Takie różne przedmioty, rozumiecie jaki jest zamysł? Jeśli grupa prostych ludzi, to postawcie butelkę z wódką, ...karty…, co tam jeszcze, prezerwatywy połóżcie. Jeśli to gospodarz, to połóżcie narzędzia i zobaczycie kim będzie… sierp…, gwóźdź, młotek. Dla dziewczynki igły, nitki. Jeśli to wojownik, to broń jakąś. Jeśli wiedun, to książkę czy jakieś przedmioty rytualne i na określonej odległości równomiernie rozłóżcie na podłodze, a potem go puśćcie. Dziecko chwyci dokładnie tę rzecz, która odpowiada jego grupie społecznej, tak oto jego talenty się obnażą, a wy będziecie wiedzieć, że lepiej dziecko wychowywać w ten sposób. To będzie jego dążenie. To będzie jego droga i lekcje mające go tam prowadzić i on zaczyna od tego. Może potem coś zmieni się, zapatrywanie, ale widzimy, że wcielił się prosty człek, gospodarza, rycerz albo mędrzec. Trzeba od kolebki wiedzieć do czego dziecko będzie dążyć. Rola ojca tutaj… Oczywiście wiemy już , że: - „Wypełnić swe wyzwania nawet i źle, ale samodzielnie jest dużo ważniejsze, niż wypełnić cudze perfekcyjnie” – (
« Last Edit: (Fri) 24.04.2015, 17:10:00 by Anomalia »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje