Author Topic: Statyny  (Read 1364 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Statyny
« on: (Tue) 15.04.2014, 13:24:04 »
Statyny – wiara kardiologów a choroby nerek

Od ponad 20 lat mamy w Polsce rozkwit “wiary” szczególnie wśród lekarzy. Pomimo istniejących do 30 lat tzw. Zasad Pisania Prac Naukowych EBM, wśród kardiologów prym wiedzie wiara.

Przed ponad 50 laty stworzono teorię blaszki miażdżycowej jako przyczyny zawału mięśnia sercowego. Blaszkę miażdżycową powiązano z cholesterolem i powstała cała nauka o konieczności obniżania poziomu tego związku w organizmie człowieka.

To nic, że fizjolodzy twierdzili, iż cholesterol jest niezbędnym budulcem np. mózgu.

To nic, że od wielu lat w leczeniu tzw. wylewu krwi do mózgu stosuje się lecznicze podawanie cholesterolu uzyskując zdecydowaną poprawę powrotu do zdrowia. To nic, że biochemicy twierdzą, iż z cholesterolu powstają takie związki jak koenzym Q niezbędny do detoksykacji organizmu, hormony płciowe, witamina D uczynniająca ok. 10% genów, czyli 2000 z 30 000 istniejących u człowieka.

Przemysł farmaceutyczny skupił się na wynalezieniu leku obniżającego poziom cholesterolu w organizmie. Jednak prowadzone na masową skalę pomiary stężenia cholesterolu w organizmach ludzkich wykazały w latach 70- ubiegłego wieku, że większość społeczeństwa posiada poziom ok. 200-250 mg. I to był poziom prawidłowy tzw. norma. Co robi przemysł farmaceutyczny? Oczywiście wymusza obniżenie normy do poniżej 200 mg. Liczba osób, którym trzeba podać leki obniżające cholesterol znacznie wzrosła. Wprowadzony w Polsce w latach 1980. lek o nazwie Curantyl faktycznie obniżał poziom cholesterolu, ale dodatkowo uśmiercał ludzi. Spowodowało to cichutkie jego wycofanie ze sprzedaży po ok. 5 latach.

Zasadnicza zmiana nastąpiła po przejęciu polskich czasopism medycznych przez koncerny wydawnicze zainteresowane reklamami leków i dopuszczeniu do obrotu nowego objawienia w medycynie, związków o nazwie statyny. Oczywiście wszyscy kardiolodzy natychmiast przyjęli to objawienie jako pewnik. Nie jest to wina tych ludzi. To słynna rewolucja masońska w 1971 roku, we Francji, zrzuciła Pana Boga z ołtarzy wstawiając na jego miejsce azjatycki rozum. Co ten rozum dokonuje widzimy po obozach koncentracyjnych, łagrach czy też zwykłym ludobójstwie jak np. 1995 roku w Ruandzie, pod opieką sił specjalnych ONZ.

Człowieka natura jest taka, że w coś musi wierzyć. Nie ma Pana Boga to wierzymy w… (każdy może wpisać właściwe dla siebie pojęcie). Tak więc kardiolodzy uwierzyli w to nowe objawienie – statyny i już ok. 20 lat w Polsce trują ludzi. A że medycyna działa na zasadzie feudalnej, to Big Farmie nie nastręczało dużo trudności przekonanie kogo trzeba. Przecież młody lekarz zdaje egzaminy u profesora, który właśnie “pracuje nad statynami”.

Rozpoczął się szalony marsz wzrostu sprzedaży tych preparatów. Na wszelki wypadek zabroniono polskim specjalistom prowadzenia prac kontrolujących skuteczność obniżania poziomu cholesterolu i prowadzenie korelacji z jakością zdrowia i czasem życia chorych. Masowa reklama zrobiła swoje i 95% kardiologów uwierzyło w posłannictwo związane z koniecznością obniżania poziomu cholesterolu. Aby pacjenci byli bardziej zainteresowani współpracą po raz kolejny obniżono tzw. normę cholesterolu w organizmie człowieka do 150 mg, a ostatnio mówi się nawet o 100 mg. Proszę zauważyć jak znacznie wzrośnie sprzedaż tego specyfiku. Celowo określam statyny nazwą specyfiku, ponieważ lek to jest coś co pomaga. Statyny tego nie powodują, wręcz odwrotnie.

Wracając do nauki. Każdy średnio wykształcony osobnik zna zasadę naczyń połączonych i wie, że jeżeli z jednego zbiornika do drugiego płynie ciecz [w tym przypadku krew] a potem drugą rurką- żyłami z powrotem, to zwężenie w jakimś miejscu jednej z rurek – tętnicy, nie ma znaczenia dla przepływu, spowoduje tylko lokalny wzrost prędkości przepływu. Jest to podstawowa zasada fizyki, którą studenci opanowują na II roku studiów na przedmiocie zwanym Biofizyką. Być może w celu likwidacji myślenia przyszłych lekarzy, co powoduje możliwość większej manipulacji reklamą, zmniejszono liczbę godzin biofizyki z 220 do 45.

Skutek jest taki, że działania marketingowe opanowały medycynę. Najpierw, po zakazie podawania aspiryny dzieciom do lat 12, wprowadzonym w 1980 roku, po 4 latach zaczęły się ukazywać prace o konieczności podawania ludziom starszym aspiryny z przyczyn kardiologicznych.

Podobno aspiryna “rozrzedza” krew. Dalipan, każdy po podstawowych zajęciach z chemii wie, że aby coś rozcieńczyć, to trzeba zwiększyć ilość rozpuszczalnika w stosunku do całości roztworu. W organizmie krew generalnie składa się z krwinek i osocza. Rozcieńczenie to by było wtedy kiedy byśmy albo zmniejszyli liczbę krwinek, np. poprzez upuszczanie krwi. Było oficjalną metodą leczenia w USA jeszcze w XIX wieku. Spowodowało to puszczanie krwi m.in. np. w czasie epidemii cholery 1870 roku, śmiertelność rzędu ok. 70% przy śmiertelności metod homeopatycznych rzędu 5%.

Innym sposobem rozcieńczania jest wlewanie większej ilości rozpuszczalnika, czyli np. wody do układu. U człowieka jest to nie bardzo możliwe. Pojemność układu jest z zasady stała i wynosi ok. 5 litrów. Nadmiar płynów jest usuwany przez sprawny układ wydalniczy, czyli nerki. Na jakiej zasadzie aspiryna, lek przeciwzapalny, przeciwbólowy ma rozcieńczać krew nie wyjaśniono. Reklama robi swoje i każdy prawie kardiolog przepisuje aspirynę swoim chorym – na rozcieńczenie.

że chodzi o zysk, a nie o dobro chorego świadczy cena leków. Aspiryna – 500 mg, – 20 tabletek, kosztowała ok. 4 złotych, a to samo pod nazwą ACARD 75 mg, 10 tabletek w serduszku srebrnym, kosztuje 8 złotych. Czyli wystarczyło 500 mg tabletkę podzielić na co najmniej 4 części i mamy lek na 3 miesiące za 4 złote. Natomiast zakup Acardu na 4 miesiące to wydatek rzędu ok 60 zł. Jest zysk?

Całe zamieszanie potęguje reklama jednoznacznie mówiąca, że praktycznie wszyscy ludzie powyżej 50 roku życia powinni otrzymywać statyny, w celu walki z chorobami serca. Wiadomo, że choroby serca są główną przyczyną zgonów. I w ten prosty sposób z kardiologów zrobiono sprzedawców. Zdecydowana większość z pośród nich przepisuje bowiem Acard, a nie aspirynę swoim chorym.

Tymczasem kanadyjska sieć Badań Obserwacyjnych Działań Leków – CNODES opublikowała raport wskazujący jednoznacznie na istnienie związku niewydolności nerek z przyjmowaniem statyn. Po przebadaniu 2 067 639 chorych, w wieku powyżej 40 lat, leczonych statynami, pomiędzy 01 stycznia 1997 rokiem, a 30 kwietnia 2008 rokiem, hospitalizowanych z powodu niewydolności nerek, stwierdzono związek pomiędzy chorobą nerek, a przyjmowanymi statynami.

Czyli kardiolodzy “produkują” kolejnych przewlekle chorych, nabijając kasę przemysłowi farmaceutycznemu. Tym bardziej jest to zadziwiające, że cała teoria “blaszki miażdżycowej” została obalona już w 1930 roku poprzez przyznanie Otto Warburgowi nagrody Nobla za badania na temat roli kwasowości w patologii oraz przez badania von Ardena na temat powstawania zakrzepów w układzie krążenia jako skutku, a nie przyczynie ustania krążenia.

A wszystko sprowadza się do zasad cywilizacyjnych. Czy jesteśmy członkami cywilizacji łacińskiej czy azjatyckiej. Jak podałem, rewolucja 1791 roku zdjęła Pana Boga z ołtarzy stawiając na to miejsce ułomny twór zwany ”rozumem” i od 200 lat możemy obserwować skutki tej zmiany. Liczy się nie efekt ”Panu Bogu na chwałę ludziom na pożytek”, ale doraźny zysk nawet kosztem własnego zdrowia czy życia.

Autor: dr Jerzy Jaśkowski (SFMRM)
Źródło: PrisonPlanet.pl


Zobacz na:
Gorzki posmak cukru
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1656.0
« Last Edit: (Sat) 30.01.2016, 02:03:19 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Nauka w komisjach, czyli polityczne korzenie hipotezy tłuszczowo-chole
« Reply #1 on: (Tue) 15.04.2014, 18:45:04 »
Nauka w komisjach, czyli polityczne korzenie hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej

Źródło: nowadebata.pl


Gdyby chcieć określić jedną konkretną datę, w której trwające od wczesnych lat 50-tych XX w. kontrowersje naukowe wokół wpływu odżywiania na zdrowie zostały rozstrzygnięte na korzyść teorii o szkodliwości tłuszczów nasyconych i pokarmów zwierzęcych (tzw. hipoteza tłuszczowo-cholesterolowa), należałoby wskazać piątek, 14 stycznia 1977 roku. Tego dnia senator George McGovern, ważny polityk Partii Demokratycznej, ogłosił publicznie dokument zatytułowany „Cele Żywieniowe dla Stanów Zjednoczonych” (ang. Dietary Goals for the United States). Tym samym rząd amerykański po raz pierwszy w historii USA oficjalnie włączył się w debatę naukową i stanął po jednej ze stron sporu, mówiąc Amerykanom, że jedząc mniej tłuszczu a więcej węglowodanów staną się zdrowsi. „Cele żywieniowe” na wiele lat ustanowiły nieprzekraczalne granice debaty naukowej: od tego momentu wszystkie teorie na temat przyczyn chorób serca i innych schorzeń, rozpatrywane i finansowane przez agendy rządowe oraz publicznie dotowane ośrodki badawcze, musiały uwzględniać hipotezę, że tłuszcze (szczególnie zwierzęce) są niezdrowe, a węglowodany są zdrowe. Teorie sprzeczne z tym założeniem zostały de facto zdelegalizowane i wypchnięte poza margines głównego nurtu debaty naukowej, mimo że na ich korzyść przemawiał dorobek naukowy wielu pokoleń badaczy.


„Cele Żywieniowe dla Stanów Zjednoczonych” były efektem prac senackiej komisji o nazwie „Senate Select Committee on Nutrition and Human Needs” kierowanej przez senatora McGoverna. Obok niego w komisji zasiadali inni prominentni aktorzy ówczesnej sceny politycznej w USA, w tym Ted Kennedy, Charles Percy, Bob Dole, Hubert Humphrey. Komisję McGoverna, powołano do życia w 1968 roku z zadaniem rozwiązania problemu niedożywienia w USA. Przez pierwsze 5 lat swojej działalności senatorowie z powodzeniem uruchomili wiele żywnościowych programów federalnych. Na fali sukcesów i zdobytej popularności postanowili zająć się szeroko dyskutowaną w owym czasie w środowisku naukowym hipotezą na temat związków między dietą bogatą w tłuszcze i cholesterol a różnymi schorzeniami przewlekłymi, a w szczególności chorobami serca.


Politycy planowali zająć się tą problematyką już w roku 1972, ale musieli swoje plany odłożyć na później, ponieważ w tym samym oku senator McGovern ubiegał się o prezydenturę USA jako kandydat Partii Demokratycznej. Wybory prezydenckie odbywały się wtedy w cieniu trwającej wojny wietnamskiej i tematem przewodnim kampanii McGoverna był motyw antywojenny wyrażony sloganem wyborczym: „Come Home, America„. Jako ciekawostkę można podać fakt, że pracująca w jego sztabie wyborczym Lucianne Goldberg, agentka literacka, publicystka i ghostwriterka (napisała wspomnienia agenta FBI Gary Aldricha), szpiegowała na rzecz jego konkurenta, kandydata republikanów Richarda Nixona, inkasując 1000 dolarów tygodniowo. Kiedy McGovern przegrał wybory, jego komisja miała jeszcze więcej powodów, żeby skierować swe wysiłki w kierunku rozstrzygnięcia toczącej się debaty naukowej. Problem przyczyn choroby wieńcowej stawał się bowiem jeszcze bardziej palący z uwagi na opublikowanie książki Johna Yudkina pt. Sweet and Dangerous, która identyfikowała cukier, a nie tłuszcz, jako przyczynę chorób serca. W środowisku naukowym i politycznym rosła presja, aby jak najszybciej rozstrzygnąć te kontrowersje. Obie hipotezy wykluczały się nawzajem i rację mógł mieć albo Yudkin albo Ancel Keys, „ojciec” hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej.

W 1979 dziennikarz śledczy William Broad w magazynie „Science” opisał okoliczności, w których senatorowie postanowili zająć się problematyką wpływu diety na zdrowie. Według niego przyjęcie „Celów żywieniowych” było dla komisji ostatnią deską ratunku, ponieważ ciało to miało wkrótce zostać zdegradowane do roli podkomisji w ramach Komisji ds. Rolnictwa. Przyjmując dokument będący de facto strategią działania w niezwykle ważnej dziedzinie zdrowia publicznego, senatorowie uratowali status swojej komisji, a tym samym własną pozycję na amerykańskiej scenie politycznej. W rozmowie z Broadem, Cortez Enloe, redaktor pisma „Nutrition Today”, podsumował motywację polityków następująco: „Walczyli o przetrwanie, bo ich kadencja zbliżała się do końca.”

W roku 1973 i 1976 senator McGovern oraz jego współpracownicy odbyli serie spotkań z lekarzami i naukowcami, zarówno przeciwnikami jak i zwolennikami hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej. W kwietniu 1973 roku w ramach spotkań poświęconych dietom i otyłości przed komisją stanął Robert Atkins. Pojawił się jako kardiolog i autor kontrowersyjnej acz popularnej książki zatytułowanej Dr. Atkins’ Revolution (1972), która rozeszła się w ponad milionie egzemplarzy w czasie 6 miesięcy od jej opublikowania. Wraz z Atkinsem zaproszono na spotkanie trzech ekspertów, którzy oświadczyli, że model żywienia niskowęglowodanowego propagowany przez Atkinsa nie był ani rewolucyjny, ani skuteczny, ani bezpieczny dla zdrowia. Spotkanie przebiegło w inkwizytorskiej atmosferze. Odczytano oskarżenia pod adresem Atkinsa, sformułowane przez wpływowego żywieniowca Freda Stare’a z Uniwersytetu Harvarda, który osobiście nie uczestniczył w spotkaniu. „Dieta Atkinsa to brednia. Każda książka, która zaleca spożywanie jaj, masła i mięsa bez ograniczeń, jak robi to książka Atkinsa, jest w mojej opinii niebezpieczna. Autor, który formułuje takie rekomendacje dopuszcza się nadużycia,” grzmiał Stare.

Kilka tygodni po spotkaniach poświęconych otyłości odbyły się wysłuchania na temat roli cukru w wywoływaniu cukrzycy i chorób serca. Od samego początku spotkania senatorów ze specjalistami były wydarzeniem o znaczeniu i zasięgu międzynarodowym. Przed komisją stanął Aharon Cohen z Uniwersytetu w Jerozolimie, który omawiał występowanie chorób serca i cukrzycy wśród jemeńskich Żydów. George Campbell, szef programu badawczego pośwęconego cukrzycy o nazwie „Durban Diabetes Study Program” referował swoje badania w zakresie występowania cukrzycy u plemion Zulu i pośród tubylczych ludów RPA. Peter Bennet, epidemiolog z Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH), omawiał sytuację Indian Pima, którzy mieli najwyższą w historii zapadalność na cukrzycę; połowa populacji Pima powyżej 35 roku życia chorowała na tę chorobę. Bennet wyraźnie wskazywał na wpływ cukru i przetworzonych węglowodanów na fatalny stan zdrowia tych plemion. Walter Mertz, szef Instytutu Żywienia w amerykańskim Ministerstwie Rolnictwa (USDA) oraz jego współpracownik Carol Berdanier zeznali, że cukier w sposób szczególny niszczył zdrowie, co było najbardziej widoczne w eksperymentach przeprowadzanych na szczurach. Cukier podnosił stężenie glukozy oraz trójglicerydów we krwi oraz wywoływał cukrzycę. „Umierały one w bardzo młodym wieku”, dodawał Berdanier. Związek między cukrem a cukrzycą nie stanowił kontrowersji w pracach komisji. Senatorowie radzili się ekspertów, w jaki sposób można było ograniczyć spożycie przez Amerykanów cukru i węglowodanów przetworzonych. W 1973 roku jedzono w USA średnio ok. 55 kg cukru rocznie per capita, co zdaniem Campbella należało obniżyć do bezpiecznego poziomu nieprzekraczającego 30 kg rocznie na osobę.

Kontrowersje pojawiły się dopiero wtedy, kiedy Komisja McGoverna zajęła się problematyką chorób serca. Aharon Cohen zeznał, że nie istnieje „bezpośredni związek” między chorobami serca a tłuszczem w diecie, dodając, że aby wywołać symptomy charakterystyczne dla choroby wieńcowej, wystarczy jedynie karmić szczury laboratoryjne cukrem. Peter Cleave powiedziała senatorom, że nie tylko cukier ,ale wszystkie przetworzone węglowodany odpowiedzialne były za wywoływanie chorób serca. Zauważył, że ludzie jedli tłuszcze nasycone od setek tysięcy lat. „Jest największą niedorzecznością jaką słyszałem sądzić, że nowe choroby mają związek ze starymi i tradycyjnie spożywanymi pokarmami”. John Yudkin odpowiedzialnością za wywoływanie chorób serca obarczał wyłącznie cukier, tłumacząc senatorom, że ani tłuszcz, ani cholesterol nie odgrywają żadnej roli w rozwoju choroby wieńcowej. Wyczerpująco przedstawił politykom mechanizmy, w ramach których węglowodany, a w szczególności cukier, wywołuje cukrzycę i choroby serca poprzez oddziaływanie na insulinę i trójglicerydy we krwi. „Czy Pana zdaniem spożycie tłuszczu nie jest odpowiedzialne za wysoki poziom cholesterolu we krwi? Czy może twierdzi Pan wręcz, że wysokie stężenie cholesterolu nie podnosi ryzyka [zachorowania na serce]?”, pytał Yudkina senator McGovern. „Pomijając nieliczne osoby, które mają z przyczyn genetycznych znacząco podwyższony cholesterol, kiedy mówimy o większości populacji, oba Pańskie stwierdzenia są prawdziwe,” odpowiedział Yudkin. „Moim zdaniem ograniczanie spożycia tłuszczów nie jest dobrym sposobem na obniżenie stężenia cholesterolu we krwi… Uważam, że wysoki poziom cholesterolu sam w sobie nie ma związku z chorobami serca”, dodał naukowiec. „Mój lekarz mówi mi coś zupełnie odwrotnego,” odparł McGovern.

Senatorowie nie dostrzegali żadnych związków między problemem otyłości a chorobami serca i cukrzycą. O ile Atkinsa uważali za „świra” próbującego sprzedawać pseudonaukowe banialuki, o tyle poglądy Petera Cleave’a, Johna Yudkina, Waltera Mertza, Carola Berdaniera i Ahrona Cohena traktowano poważnie, z zastrzeżeniem, że prezentują oni punkt widzenia mniejszości. Kongresmeni nie rozumieli, że tak naprawdę oba tematy spotkań dotyczyły tego samego zagadnienia: szkodliwego wpływu przetworzonych węglowodanów na zdrowie. Ówczesny szef zespołu pracującego dla komisji, Kenneth Schlossberg, wspominał po 30 latach: „Nie powiązaliśmy wtedy ze sobą tych dwóch zagadnień, co nie świadczy dobrze o naszej spostrzegawczości.”

Można powiedzieć, że pierwsza seria spotkań komisji McGoverna z naukowcami, przeprowadzona w 1973 roku, przypadła na okres, kiedy coraz więcej uwagi w środowisku naukowym przyciągała hipoteza, że przetworzone węglowodany wywołują różne choroby przewlekłe. Jednak przebieg tych spotkań nie wpłynął na ostateczną treść „Celów żywieniowych” ogłoszonych 4 lata później. Było to częściowo spowodowane tym, że w ciągu trzech i pół roku całkowicie zmienił się skład zespołu pracującego na rzecz komisji. Innym ważnym względem był fakt, że opinie naukowców zaproszonych w początkowym okresie działalności komisji okazały się nie do pogodzenia z upowszechnionymi w ciągu następnych kilku lat poglądami na temat zagrożeń płynących ze spożycia tłuszczów w diecie. Dodatkowe znaczenie miało to, że członkowie komisji McGoverna osobiście wierzyli w nowe, niskotłuszczowe zalecenia.

W roku 1976 Komisja McGoverna ponownie podjęła temat diety i schorzeń przewlekłych. W przeciwieństwie do serii przesłuchań z roku 1973, tym razem spotkania miały dostarczyć podstaw do sformułowania przez polityków jednoznacznego stanowiska w sprawie wpływu odżywiania na zdrowie. Niestety już pierwszy z zaproszonych ekspertów, Theodore Cooper z amerykańskiego Departamentu Zdrowia, podkreślał konieczność prowadzenia dalszych badań, bo nic nie było pewne. Jednak politycy chcieli przekazać Amerykanom komunikat jednoznaczny i definitywny. Od naukowców oczekiwali jakiegoś uzasadnienia dla podjęcia konkretnych działań, które można by w oczach amerykańskiej opinii publicznej przedstawić jako akcję prozdrowotną, podjętą przez administrację zatroskaną o zdrowie obywateli. Z tego powodu zwolennicy hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej, proponujący radykalne zmiany dietetyczne w kierunku ograniczenia spożycia pokarmów zwierzęcych, cieszyli się większym uznaniem członków komisji.

Trzeba wspomnieć, że na poparcie przez polityków hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej , zalecającej ograniczenie spożycia mięsa i zwiększenie konsumpcji pokarmów roślinnych wpłynęła atmosfera ideologiczno-polityczna powstała w USA w związku tzw. „rewolucją kulturalną” końca lat 60- tych. Na znaczeniu zyskały wtedy ruchy działające na rzecz ograniczenia spożycia mięsa przez kraje bogatego Zachodu. Na forum międzynarodowym stanął wówczas problem głodu w Trzecim Świecie, a także kwestia przeludnienia Ziemi. Problem przeludnienia Ziemi i wpływu hodowli bydła na głód w Trzecim Świecie spopularyzowały szczególnie mocno dwie książki: The Population Bomb Paula Erlicha (1968) oraz Diet for a Small Planet Francisa Lappe (1971). Spożycie mięsa przestało być jedynie wyborem żywieniowym jednostki, ale urosło do rangi społecznego problemu o charakterze etycznym. Przeciwnicy konsumpcji mięsa i produktów zwierzęcych argumentowali, że w miejsce upraw paszy dla bydła, Zachód powinien uprawiać zboże, żeby wyżywić głodujący Trzeci Świat. Socjolog Warren Belasco w książce Appetite for Change (1993) ujął ten dylemat moralny w sposób następujący:
Quote
„Decyzja konsumenta w sklepie mięsnym w miasteczku Gary, w stanie Indiana, wpływa na dostępność pożywienia w Bombaju w Indiach”.
Niejako w odpowiedzi na problem głodu i przeludnienia, John Mayer z Uniwersytetu Harvarda postulował wprowadzenie „uproszczonego modelu żywienia” opartego na ograniczonej konsumpcji mięsa i zwiększonym spożyciu zbóż oraz innych pokarmów roślinnych. Wszystko to pasowało dobrze do coraz bardziej popularnego w tamtym czasie stylu życia opartego na wegetarianizmie.



Zasadniczy wkład w ostateczna treść „Celów żywieniowych” wniósł „zespół roboczy” Komisji McGoverna złożony z prawników i byłych dziennikarzy. Co prawda członkowie tego zespołu nie mieli pojęcia o kontrowersjach wokół wpływu odżywiania na zdrowie, ale wiedzieli, że Amerykańskie Stowarzyszenie Kardiologiczne (AHA) promuje diety niskotłuszczowe, a przemysł mięsny i producenci nabiału toczą z nim spór. Według szefa zespołu, Marhalla Matza, jego członkowie wiedzieli o tych zagadnieniach tylko tyle ile przeciętny czytelnik gazet i uważali te kwestie za proste i oczywiste. Czuli jednak, że powinni wnieść wkład w trwającą debatę. Najbardziej aktywnym członkiem zespołu był Nick Mottern, który niemal samodzielnie napisał pierwszą wersję „Celów żywieniowych”. Mottern był lewicującym dziennikarzem zajmującym się kwestiami praw konsumentów. 1974 roku obejrzał w telewizji program dokumentalny na temat głodu w Afryce i zapragnął dokonać w swoim życiu czegoś ważnego. Postanowił zatrudnić się w zespole roboczym komisji McGoverna, w którym akurat w tym czasie wystąpił wakat. Kiedy w lipcu 1976 roku senatorowie przeprowadzili dwudniową serię wysłuchań pświęconych wpływowi diety na zdrowie, Mottern poświecił trzy miesiące na badanie zagadnienia i dwa miesiące na napisanie wstępnej wersji dokumentu.

Dziennikarz położył w nim szczególny nacisk na konieczność zwiększenia spożycia zbóż, warzyw i owoców oraz potrzebę ograniczenia w diecie cukru i soli. Wykorzystał przy tym koncepcję lansowaną przez amerykańskie ministerstwo rolnictwa (USDA), zgodnie z którą jadłospis Amerykanów przeszedł w pierwszej połowie XX w. radykalną zmianę od diety opartej na roślinach, zbożach i skrobi do diety bogatej w mięso i tłuszcze (koncepcja tzw. „changing American diet”). Jednak poglądy te bazowały na interpretacji szczątkowych i często wzajemnie sprzecznych danych statystycznych a także selektywnie dobranych tendencji ekstrapolowanych w przeszłość, ponieważ szczegółowe statystyki dotyczące spożycia poszczególnych grup pokarmów w USA zaczęto prowadzić dopiero w latach 40-tych. Jak zauważył David Call, były dziekan wydziału nauk przyrodniczych Uniwersytetu Cornella, „dane sprzed wybuchu drugiej wojny światowej są nierzetelne i można na ich podstawie udowodnić wszystko, co się chce.” Współcześnie historycy badający nawyki żywieniowe w USA zauważają, że Amerykanie, podobnie jak Brytyjczycy, tradycyjnie byli miłośnikami mięsa, niechętnymi wobec pokarmów roślinnych. Gdy tylko było to możliwe, spożywali mięso 3-4 razy dziennie.

Mottern pominął całkowicie kontrowersje wokół roli cholesterolu oraz tłuszczu i ograniczył się niemal wyłącznie do powtórzenia opinii jednego żywieniowca z Uniwersytetu Harvarda, Marka Hegsteda, który sam siebie określał jako radykała żywieniowego. Podobnie jak Ancel Keys, Hegsted prowadził w latach 60-tych badania nad wpływem cholesterolu najpierw na zwierzęta, a potem na pacjentów chorujących na schizofrenię. Głęboko wierzył, że ograniczenie spożycia tłuszczów może zapobiec chorobom serca, chociaż był świadom, że wśród badaczy tego zagadnienia istnieją różnice poglądów. Mottern zignorował te różnice, ponieważ uważał, że są one wynikiem działania lobby mięsnego i producentów nabiału, które, finansując naukowców, starają się zafałszować rzeczywiste dowody naukowe w celu osiągnięcia korzyści finansowych. Zdaniem Motterna sytuacja w dietetyce była analogiczna do działań przemysłu tytoniowego, który opłacał ekspertów wydających korzystne opinie w zakresie wpływu palenia na zdrowie. Dla Motterna badacze lobbujący za zmniejszonym spożyciem tłuszczu i pokarmów pochodzenia zwierzęcego, tacy jak Ancel Keys, Mark Hegsted, Frederick Stare, Irving Page czy Jeremiah Stamler, byli bohaterami działającymi w słusznej sprawie, dla wyższego dobra – dla dobra całej ludzkości.

Chociaż „Cele żywieniowe” określały strategię żywieniową w wymiarze ogólnonarodowym, miały docelowo zmienić dietę każdego Amerykanina z osobna. Pierwszym celem nowej polityki żywieniowej była taka zmiana codziennej diety, aby 55-60% spożywanych kalorii pochodziło z węglowodanów. Drugim celem było zmniejszenie udziału tłuszczów w diecie z 40% do 30%, z czego tylko 1/3 powinna pochodzić z tłuszczów nasyconych. Tym samym rząd federalny postawił sobie za cel nie tylko zmniejszenie spożycia tłuszczów, podniesienie konsumpcji skrobi, zbóż, warzyw i owoców, ale także zamianę tradycyjnych tłuszczów zwierzęcych w jadłospisie na nowe, wielonienasycone oleje roślinne.

W kwestii tłuszczów wielonienasyconych , senatorowie całkowicie zignorowali znany im dorobek badawczy Freda Kummerowa z Uniwersytetu Stanu Illinois. Kummerow wystosował list do członków Komisji McGoverna, w którym apelował o to, żeby powrócić do stosowania tradycyjnych pokarmów zwierzęcych oraz ostrzegał przed skutkami rosnącego spożycia napojów gazowanych. We wczesnych latach 70-tych Kummerow wykazywał w badaniach, że tłuszcze trans, dopuszczone w tamtym czasie do stosowania w margarynach i olejach roślinnych, zwiększały ryzyko wystąpienia chorób serca u świń. Mimo że Narodowy Instytut Zdrowia wstrzymał finansowanie jego badań, Kummerow kontynuował je dzięki środkom prywatnym.

Co prawda „Cele żywieniowe” odnotowywał brak dowodów naukowych na to, że ograniczenie spożycia tłuszczów obniża poziom cholesterolu we krwi, ale uzasadniały nowe zalecenia ntym, że wyższa kaloryczność tłuszczów niż węglowodanów zwiększa ryzyko wystąpienia otyłości. Dodatkowo na poparcie nowej strategii żywieniowej politycy przytaczali rekomendacje Amerykańskie Stowarzyszenie Kardiologiczne, które zalecało spożycie tłuszczów nie przekraczające 30% wszystkich kalorii. W celu osiągnięcia tych nowych, niskotłuszczowych norm, niezbędne było ograniczenie spożycia mięsa i nabiału. Ponadto margaryna i olej kukurydziany miały zastąpić tradycyjnie spożywane smalec, masło i łój.

„Cele żywieniowe” wspominały o różnicy zdań wśród naukowców na temat zasadności nowych zaleceń, ale podkreślano w nich, że Amerykanie, przestrzegając ich, nie mają nic do stracenia. Filozofię tę wyłożył Hegsted podczas konferencji prasowej, na której zaprezentowano ten dokument: „Powinniśmy pytać nie o to, w jakim celu mamy zmieniać swoją dietę, ale o to, dlaczego mielibyśmy tego nie robić. Nie ma żadnego ryzyka, natomiast można oczekiwać wielu korzyści zdrowotnych ”. Hegsted wspominał, że po tej konferencji „rozpętało się piekło… Praktycznie nikt nie popierał rekomendacji zawartych w dokumencie komisji McGoverna” W obliczu wielu negatywnych opinii senatorowie postanowili zorganizować 8 dodatkowych wysłuchań dla ponownego przedyskutowania ogłoszonych już zaleceń. Jednym z badaczy zaproszonych przez komisję, był Robert Levy, Dyrektor National Heart, Lung and Blood Institute (NHLBI). Powiedział on członkom komisji, że nikt nie wie, czy obniżanie stężenia cholesterolu we krwi może zmniejszyć ryzyko wystąpienia ataku serca. Zagadnienie to było dopiero badane przez jego instytut. Inni uznani naukowcy, w tym Pete Ahrens i znany brytyjski kardiolog z Uniwersytetu Londyńskiego sir John McMichael, stwierdzili, że rekomendacje polityków były przedwczesne, a nawet nieodpowiedzialne. Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne (AMA) wystosowało list do członków komisji McGoverna, w którym przestrzegało, że „ w dłuższym okresie czasu zalecane zmiany dietetyczne mogą przynieść szkodliwe efekty.” Niestety, spotkania z ekspertami zorganizowano w taki sposób, że wystąpienia poważnych naukowców zostały „upchnięte” między wystąpieniami przedstawicieli producentów mięsa i nabiału, którzy mieli oczywisty interes w sprzeciwianiu się nowym rekomendacjom. Takie rozplanowanie spotkań miało rzucić cień na bezstronność i zasadność obiekcji zgłaszanych przez wielu badaczy.

Pod wpływem kontrowersji wokół dokumentu jeszcze w tym samym roku komisja McGoverna opublikowała drugą, poprawioną wersję „Celów żywieniowych.” Poprawki były jednak raczej kosmetyczne. Priorytetem stało się zapobieganie i walkę z otyłością. Senatorowie ugięli się też pod presją hodowców bydła i odstąpili od rekomendacji „ograniczania spożycia mięsa”. Zamienili ją na zalecenie, żeby „zmniejszać spożycie tłuszczów zwierzęcych i wybierać mięsa chude, drób oraz ryby.” Do poprawionej edycji dokumentu dodano też dziesięciostronicową przedmowę, w której senatorowie przyznali, iż „niektórzy eksperci uważają, że prezentowane zalecenia żywieniowe mogą być szkodliwe dla zdrowia.” Zastrzegli jednak, że nie podzielają tych opinii. Wstęp wymieniał też 5 głównych zagadnień, które były w tym czasie przedmiotem badań. Podstawowe pytanie brzmiało: „Czy obniżanie stężenia cholesterolu we krwi poprzez zmiany dietetyczne zmniejsza ryzyko albo zapobiega chorobom serca”.

Warto tutaj dodać, że najmocniej do ograniczenia spożycia tłuszczów dążyła w owym czasie grupa naukowców związana z wpływowym i opiniotwórczym ośrodkiem medyczno-badawczym na Uniwersytecie Harvarda. Zabiegali oni cierpliwie i wytrwale u władz USA o poparcie nowej hipotezy o szkodliwości tłuszczów. Reprezentowali nowy rodzaj establishmentu naukowo-medycznego, jaki do lat 70-tych ukształtował się w USA. Rzadko trudnili się leczeniem pacjentów, częściej natomiast zasiadali w rozmaitych komisjach, ciałach doradczych ustalających normy, przewodniczyli konferencjom, opiniowali projekty badawcze pod kątem ich dofinansowania itp. Można powiedzieć, że niemal cała nowa elita naukowo-medyczna wywodziła się z uniwersytetów zlokalizowanych w północno-wschodniej części USA (Harvard, Yale, Columbia, Rockefeller, University of Pennsylvania).Wszyscy się dobrze znali i byli kolegami. Kiedy Komisja McGoverna odbywała konsultacje w celu napisania poprawionej wersji „Celów żywieniowych” zaprosiła do rozmów niemal wyłącznie przedstawicieli „grupy harvardzkiej”(John Mayer pracował nawet jako konsultant naukowy komisji) , którzy byli zdeklarowanymi zwolennikami teorii o szkodliwości tłuszczów zwierzęcych. Trudno było się zatem spodziewać, żeby senatorowie uzyskali od nich argumenty na rzecz zmiany wcześniej przyjętych rekomendacji. Dlatego skończyło się na poprawkach kosmetycznych.

Ogłoszenie „Celów żywieniowych” przez Senat USA automatycznie zamieniło problem naukowy w zagadnienie polityczne. Od tej chwili we „wdrożenie” założeń dokumentu zaangażowała się cała administracja federalna USA, dla której stanowisko kongresmanów było wiążące. Szczególnie mocno zaangażowali się urzędnicy z amerykańskiego ministerstwa rolnictwa (USDA), a zwłaszcza Carol Foreman. Przed podjęciem w 1977 roku pracy w administracji prezydenta Jimmy Cartera, Foreman zajmowała się prawami konsumentów jako szefowa Amerykańskiej Federacji Konsumentów (ang. Consumer Federation of America). W ministerstwie powierzono jej zadanie ochrony interesów konsumentów. „Cele żywieniowe” potwierdzały jedynie jej głębokie przekonanie, że „ludzie chorują i umierają, bo jedzą zbyt dużo.” Za konieczne uznała przełożenie ogólnych tez zwartych w tym dokumencie na konkretny plan działania realizowany przez USDA. Pragnęła, aby jak najwięcej amerykanów zmieniło swoje nawyki żywieniowe w zgodzie z duchem i literą dokumentu. Podobnie jak Hegsted i Mottern nie przejmowała się tym, że w środowisku naukowym nie było zgody co do zasadności nowych zaleceń żywieniowych.

Początkowo Foreman próbowała nawiązać współpracę z Komisją ds. Żywności i Odżywiania (Food and Nutrition Board ) działającą w ramach Narodowej Akademii Nauk (NAS). Organizacja ta, powołana do życia w 1940 roku jako ciało doradcze rządu federalnego w zakresie odżywiania, opracowuje normy tzw. zalecanego dziennego spożycia minerałów i witamin (ang. Recommended Dietary Allowances, RDA). USDA i NAS uzgodniły nawet treść umowy dotyczącej oceny rekomendacji zapisanych w „Celach żywieniowych”, ale Foreman wkrótce wycofała się z tej współpracy. Dotarły do niej bowiem informacje o tym, że ważni pracownicy NAS wypowiadają się krytycznie na temat tego dokumentu. Gilbert Leville, przewodniczący Komisji ds. Żywności i Odżywiania miał powiedzieć w jednym ze swoich wystąpień, że diagnoza jakości amerykańskiej diety zawarta w „Celach żywieniowych” jest błędna.
Quote
„W mojej opinii, amerykańska dieta jest dzisiaj lepsza niż kiedykolwiek w historii i należy do najlepszych na świecie”
, dodał Leville.
Z kolei Philip Handler, przewodniczący NAS i ekspert od metabolizmu ludzi i zwierząt, powiedział Carol Foreman, że „Cele żywieniowe” to stek bzdur. W związku z tym, Foreman postanowiła zwrócić się do ekspertów Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH) oraz Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), ale tam również nie znalazła zrozumienia dla swojego entuzjazmu wobec nowych zaleceń żywieniowych. Jak wspominała Foreman, eksperci obu instytucji postrzegali „Cele żywieniowe” jako dokument „o znaczeniu politycznym a nie naukowym”. Ówczesny dyrektor NIH, Donald Fredrickson, powiedział jej: „Nie powinniśmy dotykać tego dokumentu nawet długim patykiem, musimy tylko tym świrom na Wzgórzu [Kapitolińskim] pozwolić mówić to, co chcą”.

Koniec końców udało się Foreman pozyskać do współpracy urząd Naczelnego Lekarza Kraju (Surgeon General’s Office), z którym USDA uzgodniło, że opracują wspólnie zalecenia dietetyczne dla Amerykanów uwzględniające „Cele żywieniowe”. Ministerstwo rolnictwa reprezentował Mark Hegsted, którego Foreman zatrudniła w resorcie jako pierwszego dyrektora nowo powołanego Centrum Odżywiania (Human Nutrinion Center). Przedstawicielem urzędu Naczelnego Lekarza Kraju był J. Michael McGinnis. Efektem ich współpracy były pierwsze w historii „Zalecenia żywieniowe dla Amerykanów” (Dietary Guidelines for Americans) ogłoszone przez USDA w lutym 1980 roku. W ten sposób powstała pierwsza w historii oficjalna „piramida żywieniowa.” Później, bo w roku 1986, Narodowy Instytut Zdrowia (NIH) opracował Narodowy Program Edukacji o Cholesterolu (NCEP), w którym po raz pierwszy oficjalnie ustalono, jaki poziom cholesterolu we krwi można uznać za zdrowy.



Znajomość genezy hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej rozwiewa mylne wrażenie, że debata na temat zaleceń żywieniowych ma czysto naukowe podłoże, a prezentowane opinie są odbiciem wyników badań naukowych. Kontrowersje wokół wpływu tłuszczów i węglowodanów na zdrowie człowieka nie zostały rozstrzygnięte przez naukowców, ale przez polityków kierujących się w swoim działaniu względami innymi niż naukowe. Wielu badaczy prezentowało dowody na to, że coraz większa zapadalność na choroby przewlekłe spowodowana jest rosnącym spożyciem cukru i węglowodanów przetworzonych, a nie – jak sądzili inni – tłuszczów nasyconych. Jednakże w tym wypadku werdykt polityczny, demonizujący tłuszcze, okazał się decydujący. Aspekt naukowy miał drugorzędne znaczenie. Można powiedzieć, że zaraz po tym, jak politycy ustalili „fakty naukowe”, naukowcy mieli „nadgonić” i dostarczyć dowodów na słuszność wcześniej podjętych decyzji. To się jednak nie udało i dzisiaj coraz więcej naukowców przyznaje, że kierunek zmian dietetycznych obrany pod koniec lat 70-tych przyniósł katastrofalne skutki m.in. epidemię otyłości, chorób serca, cukrzycy oraz innych schorzeń przewlekłych.

„Cele żywieniowe” były – jak powiedział senator McGovern – „pierwszym w historii stanowiskiem rządu federalnego w sprawie czynników ryzyka w diecie Amerykanów”. Tym samym stały się wkrótce ogólnopaństwową „doktryną naukowo-żywieniową”, co miało decydujące znaczenie w rozwoju i upowszechnieniu hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej, ponieważ zaangażowało cały aparat państwa po stronie zwolenników tej teorii. I właśnie dzięki temu zaangażowaniu udało się w krótkim czasie dostosować codzienny jadłospis przeciętnego Amerykanina do nowych wytycznych. Już w 1981 roku Jane Brody zauważyła na łamach dziennika „New York Times”: „Bez względu na to, czy „Cele żywieniowe” są uzasadnione czy nie, zaczynają zmieniać filozofię odżywiania w USA, a nawet wpływają na dietę przeciętnego Amerykanina.” Można się domyślać, że bez instytucjonalno-finansowego zaangażowania państwa, teoria tłuszczowo-cholesterolowa pozostałaby jedną z kilku różnych hipotez na temat przyczyn chorób serca. A w obliczu braku dowodów naukowych potwierdzających jej słuszność umarłaby z czasem śmiercią naturalną.

Na zakończenie wspomnijmy pokrótce losy głównego architekta „Celów żywieniowych dla Stanów Zjednoczonych”. George McGovern, historyk z wykształcenia, pozostał przez wiele lat wpływowym politykiem na amerykańskiej scenie politycznej, do końca swojej aktywności politycznej kształtującym politykę żywieniową nie tylko w USA, ale na całym świecie. W latach 1998-2001 pełnił funkcję ambasadora ONZ ds. Rolnictwa i Żywności. W 2001 został mianowany globalnym ambasadorem ds. głodu na świecie. W 2000 roku prezydent Bill Clinton odznaczył go Prezydenckim Medalem Wolności. W 2008 roku za wkład w walkę z głodem został wraz z Bobem Dolem uhonorowany nagrodą World Food Prize. Jednak nie te wszystkie urzędy, zaszczyty i ordery senatora McGoverna zapamiętają przyszłe pokolenia, ale fatalną rolę, jaką odegrał w skierowaniu polityki żywieniowej USA, a poniekąd i świata, na całkowicie fałszywe tory

Mateusz Rolik

Źródła:
Good Calories, Bad Calories: Fats, Carbs, and the Con­troversial Science of Diet and Health, Gary Taubes, First Anchor Books Edition, September 2008, New York
1999The Oiling of America, Mary Enig i Sally Fallon,
Wikipedia
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Statyny – wiara kardiologów, a choroby nerek
« Reply #2 on: (Sat) 30.01.2016, 01:50:33 »
Statyny mogą prowadzić do stwardnienia tętnic, schorzenia, które rzekomo miały leczyć – szokujące wyniki badań



Lucy Johnston
Sunday ExpressSun
10 stycznia 2016

Kontrowersyjny lek – statyny – w rzeczywistości może zwiększyć ryzyko wystąpienia chorób serca – szokujące wyniki najnowszych badań.

Ludzie przyjmujący statyny są bardziej narażeni na stwardnienie tętnic, główną przyczynę chorób serca. Dodatkowo, zdaniem naukowców, lek ten blokuje procesy, które chronią serce, co może „wywołać lub pogorszyć niewydolność tego organu”.

Szefowa tego projektu badawczego mówi, że „nie jest w stanie znaleźć żadnych dowodów, które wspierałyby zasadność przyjmowania statyn”. Wyniki tych badań, opublikowane w czasopiśmie Expert Review of Clinical Pharmacology, staną się przyczynkiem do debaty na temat tego leku, który w Wielkiej Brytanii jest rutynowo przepisywany 12 milionom pacjentom, czyli z grubsza co czwartej dorosłej osobie.

Zwolennicy statyn mówią, że ratują one życie poprzez obniżanie poziomu cholesterolu, a organy nadzoru w brytyjskiej służbie zdrowia uznają je za bezpieczne.

Profesor z Oksfordu Sir Rory Collins ostrzega, że przesadne obawy odnośnie statyn mogą „doprowadzić do bardzo dużej liczby niepotrzebnych zgonów wskutek zawału serca lub udaru mózgu”.

Przeciwnicy statyn wskazują na efekty uboczne ich przyjmowania, takie jak osłabienie kości i bóle mięśniowe, oraz są zdania, że w przypadku tego leku zagrożenia przeważają nad korzyściami.


Doktor Okuyama z japońskiego Uniwersytetu Nagoya City powiedział:
Quote
„Zebraliśmy mnóstwo informacji na temat cholesterolu i statyn z wielu opublikowanych prac i znaleźliśmy przytłaczające dowody na to, że te leki przyspieszają proces twardnienia tętnic i mogą doprowadzić do niewydolności serca lub pogorszyć ten stan. Nie jestem w stanie znaleźć żadnych dowodów na poparcie przyjmowania statyn, a pacjenci, którzy je przyjmują, powinni przestać to robić”.

Naukowcy mówią, że hipoteza o tym, że statyny chronią serce poprzez obniżanie cholesterolu jest błędna, a wysoki poziom cholesterolu niekoniecznie ma związek z chorobami serca.

Odkryli też, że statyny mają negatywny wpływ na procesy, które są odpowiedzialne za zdrowe serce.

Odkryli, że pacjenci przyjmujący statyny są bardziej narażeni na złogi wapnia w tętnicach, zjawisko bezpośrednio związane z atakami serca.

Jest tako dlatego, że statyny blokują cząsteczkę potrzebną do produkowania przez organizm ważnej witaminy K, która zapobiega zwapnieniu tętnic.

Doktor Okuyama i jego zespół mówią, że wiele wcześniejszych badań sponsorowanych przez przemysł farmaceutyczny, które wskazywały na korzystne strony statyn, jest niewiarygodnych, ponieważ były one przeprowadzane przed 2004 rokiem, czyli przed wejściem w życie regulacji, wymagających zgłaszanie wszystkich wyników badań, i pozytywnych, i negatywnych.

W badaniu stwierdzono również, że zanim weszły w życie nowe przepisy, „badaniom klinicznym zgłaszanym przez naukowców wspieranych przez branżę farmaceutyczną towarzyszyły nieuczciwe i nieetyczne praktyki”.

Zespół doktora Okuyamy przyjrzał się badaniom sprzed 2004 roku i późniejszym. Okazało się, że „epidemia niewydolności serca i miażdżycy tętnic (stwardnienia tętnic), która nęka współczesny świat, paradoksalnie może być spotęgowana przez wszechobecne stosowanie statyn. Zalecamy, ażeby aktualne wytyczne odnośnie leczenia statynami zostały uważnie zweryfikowane”.

Doktor Malcolm Kendrick, który studiował choroby serca i statyny, powiedział: „To badanie obala argument, że leki te powinny być przepisywane każdemu, gdyż szkody, jakie wyrządzają, wyraźnie przeważają nad wcześniej sugerowanymi korzyściami”.

Doktor Peter Langsjoen, kardiolog z Teksasu i współautor tego badania stwierdził: „Statyny są stosowane tak nachalnie i w tak dużej grupie osób, że ich skutki uboczne stają się coraz bardziej oczywiste. Te leki nigdy nie powinny być dopuszczone do użytku. Długookresowe negatywne skutki ich przyjmowania są katastrofalne”.

Rzecznik MHRA, Agencji Regulacyjnej Leków i Produktów Medycznych, powiedział: „Korzyści statyn są dobrze znane i uważa się, że u większości pacjentów przewyższają one ryzyko wystąpienia niepożądanych skutków. Każda nowa, istotna informacja na temat skuteczności statyn będzie dokładnie sprawdzana i, w razie konieczności, zostaną podjęte stosowne działania”.

Komentarz SOTT: Dlaczego dopiero teraz reagują? Wielu naukowców już wcześniej o tym mówiło. Na całym świecie pojawiały się niezliczone doniesienia o negatywnym wpływie statyn. Są o tym nawet filmy dokumentalne.
STATIN NATION
https://vimeo.com/ondemand/sn1/47809794
Niemniej jednak cieszy nas to, że naukowcy głównego nurtu wreszcie zaczynają opowiadać się przeciwko statynom.


Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Statins cause the disease it seeks to cure – Shock research warns drug hardens arteries

Chirurg naczyniowy: Dlaczego na dobre porzuciłem statyny [ang]

Źródło: https://pracownia4.wordpress.com/2016/01/20/statyny-moga-prowadzic-do-stwardnienia-tetnic-schorzenia-ktore-rzekomo-mialy-leczyc-szokujace-wyniki-badan/



Statyny, medyczna pomyłka?



uż od ponad 30 lat producenci statyn („leków na cholesterol”) księgują zyski liczone w  dziesiątkach miliardów dolarów rocznie. Za komercyjnym sukcesem  tych specyfików stoi histeryczny lęk przed cholesterolem, który od lat 70-tych XX w. w głowy lekarzy i pacjentów wtłacza przemysł farmaceutyczny. Skutecznie poszerza on rynki dla swoich produktów oddziałując na środowiska naukowe, które zaostrzają w tym celu tzw. normy cholesterolu i poszerzają definicje grup kwalifikujących się do terapii statynami. Jednak od kilku lat narasta wśród naukowców sceptycyzm nie tylko wobec stosowania samych leków, ale również wobec teorii o szkodliwości cholesterolu. Coraz odważniej mówi się o tym, że zamiast leczyć, statyny powodują poważne dolegliwości, ze zwiększoną śmiertelnością  włącznie. Jednym z takich krytyków jest dr Stephanie Seneff, biofizyk i inżynier z MIT, która wieszczy rychły upadek całej branży. „Przewiduję, że lukratywny handel statynami jest na wyczerpaniu. Będzie to twarde lądowanie. Upadek przemysłu statyn przyćmi nawet porażkę talidomidu z lat 50-tych , czy fiasko hormonalnej terapii zastępczej z lat 90-tych”, pisze Seneff w artykule pt. „How Statins Really Work Explains Why They Don’t Really Work” ( “To, jak naprawdę działają statyny, tłumaczy, dlaczego w rzeczywistości nie działają”).

Cholesterol a statyny

Według Seneff popularność statyn wśród pacjentów i lekarzy utrzymuje się wyłącznie dzięki rozpowszechnianiu fałszywych informacji na temat cholesterolu głownie przez producentów statyn. Uważa ona, iż w rzeczywistości brak jest jakichkolwiek rzeczywistych powodów, dla których ktokolwiek miałby się poddawać terapii tymi lekami, które badaczka nazywa wprost „toksynami”. Po pierwsze skuteczność tych „leków” w zakresie zmniejszania ryzyka zawału, chętnie podnoszona przez kartel farmaceutyczno-medyczny, jest co najmniej wątpliwa. A jeśli rozważymy bilans potencjalnych „zysków” i pewnych „strat” (tj. skutków ubocznych), ich zastosowanie jest całkowicie nieuzasadnione.  Co prawda branża chwali się, że w badaniach wykazano, iż statyny zmniejszą ryzyko  ataku serca o jedną trzecią, ale Seneff wyjaśnia, co to w rzeczywistości oznacza*:
Quote
Metaanazliza siedmiu badań dotyczących statyn z udziałem w sumie 42. 848 pacjentów,  obejmujących okres od 3 do 5 lat,  wykazały 29% spadek ryzyka wystąpienia poważnego incydentu kardiologicznego. Jednak z uwagi  na to, że pośród badanych ataki serca były rzadkością, w liczbach bezwzględnych wynik  ten oznacza, że terapii statynami, trwającej 4.3 lata, należy poddać aż 60 pacjentów, aby uchronić jednego z nich  przed pojedynczym atakiem serca. W tym samym czasie, wszyscy z nich doświadczą osłabienia fizycznego oraz umysłowego, do czego powrócę w szczegółach w dalszej części tego eseju.



Mitologia, jaką zbudowano wokół rzekomych prozdrowotnych właściwości statyn oraz szkodliwości cholesterolu, jest groźna nie tylko dla osób zażywających statyny, pisze Seneff. Producenci statyn zdemonizowali cholesterol do tego stopnia, że Amerykanie boją się dziś panicznie niemal wszystkich pokarmów zawierających cholesterol. Jej zdaniem:
Quote
To śmiertelny błąd, ponieważ nie spożywając cholesterolu obciążamy nasz organizm, który zmuszony jest samodzielnie go syntetyzować, aby zaspokoić swoje potrzeby. Co więcej , pozbawiamy się wtedy niezbędnych substancji odżywczych. Serce mi się kraje, gdy widzę, jak ktoś rozbija jajo i wyrzuca żółtko, gdyż zawiera ono „za dużo” cholesterolu.  Jaja to bardzo zdrowy pokarm, ale właśnie w żółtku znajdują się wszystkie ważne składniki odżywcze. Przecież to właśnie żółtko pozwala zarodkowi rozwinąć się do postaci kurczęcia. Amerykanie masowo cierpią dziś na niedobory kluczowych składników odżywczych takich jak cholina, cynk, niacyna, witamina A i witamina D.

Seneff zauważa, że cholesterol to substancja niezbędna do sprawnego funkcjonowania ludzkiego organizmu, bez której człowiekowi grozi śmierć. Jak pisze badaczka, trzy czynniki odróżniają zwierzęta od roślin i dają pierwszym przewagę nad drugimi. Są to układ nerwowy, możliwość ruchu oraz cholesterol:
Quote
Nieobecny w roślinach cholesterol to substancja o kluczowym znaczeniu, warunkująca posiadanie przez  zwierzęta zdolności ruchowych oraz funkcjonowanie układu nerwowego. Cholesterol posiada unikatowe właściwości wykorzystywane przez dwuwarstwę lipidową otaczającą wszystkie komórki zwierząt: kiedy stężenie cholesterolu rośnie, płynność błon maleje. Jednak powyżej określonego stężenia, cholesterol zaczyna tę płynność zwiększać. Komórki zwierząt wykorzystują tę właściwość na swoją korzyść w procesie transportowania jonów, co ma kluczowe znaczenie dla możliwości ruchowych oraz przekazywania sygnałów nerwowych.

Oprócz tego cholesterol to prekursor witaminy D3, hormonów płciowych, estrogenu, progesteronu i testosteronu, a także takich hormonów sterydowych jak kortyzol, pisze Seneff. Dodaje, że:
Quote
Cholesterol jest absolutnie niezbędny dla błon wszystkich naszych komórek, w których chroni je zarówno przed wyciekami jonów, jaki i przed uszkodzeniami w wyniku oksydacji tłuszczów znajdujących się błonach. Chociaż mózg człowieka odpowiada jedynie za 2% masy ciała, zawiera aż 25% znajdującego się w organizmie cholesterolu. Cholesterol ma fundamentalne znaczenie dla transportowania sygnałów nerwowych w synapsach za pośrednictwem neurytów przekazujących sygnały z jednej części mózgu do drugiej. Siarczan cholesterolu odgrywa zasadniczą rolę w metabolizmie tłuszczów,…, a także w reakcji odpornościowej organizmu na wypadek działania patogenów.

Seneff w szczegółach wyjaśnia złożone biochemiczne mechanizmy, w ramach których statyny obniżają stężenie cholesterolu we krwi. Opisuje również, jakie szkody mogą wyrządzić w organizmie te specyfiki.  Na przykład statyny utrudniają syntezę
Quote
wielu kluczowych substancji biologicznych biorących udział w procesach wewnątrzkomórkowych oraz zapobiegają  procesom utleniania. Jedną z tych substancji jest koenzym Q10, którego największe stężenie występuje w sercu. Odgrywa on kluczową rolę przy produkcji energii w mitochondriach oraz jest potężnym antyutleniaczem. Statyny zakłócają również mechanizmy sygnałowania wewnątrzkomórkowego, … , które regulują złożone reakcje metaboliczne na stres. Inną ważną substancją, której syntezę blokują statyny, jest dolichol odgrywający zasadniczą rolę w funkcjonowaniu retikulum endoplazmatycznego.

Według  Seneff nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić wszystkich niepożądanych efektów dla funkcjonowania naszych komórek, jakie wiążą się z działaniem statyn.

LDL, HDL i fruktoza

Lekarze zalecają nam zwykle, aby niepokoić się podwyższonym stężeniem cholesterolu LDL z uwagi na związane z tym ryzyko wystąpienia choroby serca. Warto jednak wiedzieć, że podział na cholesterol „dobry”  (HDL) i „zły” (LDL) to uproszczenie, które ma w sposób „obrazkowy” utrwalać w głowach pacjentów lęki i obawy związane z cholesterolem. Jak pisze Seneff:
Quote
LDL to nie rodzaj cholesterolu, ale raczej pojemnik, który dostarcza tłuszcze, cholesterol, witaminę D oraz rozpuszczalne w tłuszczach antyoksydanty do wszystkich komórek organizmu człowieka. Ponieważ składniki te nie rozpuszczają się w wodzie, muszą być upakowane i transportowane wewnątrz cząsteczek LDL znajdujących się we krwi. Kiedy zaburzamy produkcję cząstek LDL, zmniejszamy dostępność tych wszystkich składników dla komórek naszego organizmu.

Seneff dodaje, że cząstki LDL, zbudowane w większości z lipoprotein i cholesterolu, łatwiej ulegają uszkodzeniu w efekcie działania obecnego we krwi tlenu (tzw. oksydacji), kiedy w zewnętrznej warstwie lipoprotein występuje niedobór cholesterolu. Ale to nie wszystko:
Quote
Cząsteczki LDL zawierają także specjalne białko o nazwie „apoB”, która umożliwia LDL dostarczanie niezbędnych składników do komórek. ApoB jest podatne na działanie glukozy i innych cukrów we krwi, zwłaszcza fruktozy.

Zatem, tłumaczy Seneff,  wysokie stężenie cukru we krwi uszkadza cząsteczki LDL oddziałując na białko „apoB”. Z kolei ulteniony i glikozylowany LDL jest mniej efektywny w transportowaniu ważnych składników do komórek. Z tego powodu cząsteczki te dłużej pozostają obecne w krwioobiegu, w związku z czym ich stężenie we krwi rośnie.



Na tym jednak działanie cukrów we krwi się nie kończy, pisze Seneff. Kiedy cząsteczki LDL dostarczą już swoją zawartość do komórek, stają się „małe i gęste”. W normalnych warunkach pozostałości te powracają do wątroby, a ta rozkłada je i przetwarza pod kątem dalszego wykorzystania. Jednak przyczepione do nich cukry zaburzają ten proces. W rezultacie „rozkładaniem” cząsteczek LDL zamiast wątroby zajmują wyspecjalizowane makrofagi znajdujące się między innymi w tętnicach. „Przepakowują” one cholesterol z uszkodzonych cząsteczek LDL, które zostają uwięzione w tętnicach, do cząsteczek HDL.  Uszkodzenie cząsteczek LDL wskutek wysokiego stężenia cukru we krwi prowadzi do gromadzenia się ich w ścianach tętnic, co jest uznawane obecnie przez naukowców za fundamentalną przyczynę miażdżycy.

Natomiast cząsteczki HDL, nazywane „ dobrym cholesterolem”, oraz ilość cholesterolu w tych cząsteczkach traktuje się dziś jako najważniejszą miarę w określaniu ryzyka choroby wieńcowej serca. Im więcej HDL, tym ryzyko mniejsze. Zatem makrofagi znajdujące się w blaszkach miażdżycowych pełnią w rzeczywistości bardzo pożyteczną funkcję: zwiększają ilość HDL i zmniejszają ilość małych i gęstych cząsteczek LDL, uważa Seneff.

Badaczka omawia wpływ fruktozy na „jakość” cholesterolu, który krąży w naszej krwi. Jak tłumaczy Seneff, z jednej strony wątroba odpowiada za wytwarzanie cząsteczek  LDL, które wypełnia cholesterolem. Z drugiej strony wątroba musi również metabolizować fruktozę, którą zamienia w tłuszcz. Fruktoza jest dziesięć razy bardziej aktywna od glukozy, jeśli chodzi o glikację białek i dlatego jej wysokie stężenie w surowicy jest szczególnie niekorzystne:
Quote
Kiedy jemy dużo fruktozy (np. w formie wysokofruktozowego syropu kukurydzianego obecnego w wielu pokarmach wysokoprzetworzonych oraz napojach gazowanych), obciążamy wątrobę, która musi całą tę fruktozę wydobyć z krwiobiegu i zamienić w tłuszcze. Wskutek tego obciążenia wątroba nie nadąża z produkcją cholesterolu… Niedobór cholesterolu sprawia, że tłuszcze nie mogą być bezpiecznie transportowane we krwi. Kiedy wątroba zajęta jest przetwarzaniem fruktozy, wytwarza cząsteczki LDL o niskiej jakości,  w których brakuje ochronnego cholesterolu. W takiej sytuacji cząsteczki LDL są bardzo podatne na uszkodzenie przez cukier, którego jest wówczas we krwi w nadmiarze.

Statyny a mięśnie

Ważna część eseju Seneff dotyczy tego, w jaki sposób statyny uszkadzają mięśnie. Jak pisze badaczka Europa, a zwłaszcza Wielka Brytania, ostatnio dosłownie rozkochała się w statynach.  W Wielkiej Brytanii  możne je już nawet kupić bez recepty, dzięki czemu ich spożycie szybko wzrosło o ponad 120%. W tym samym czasie kliniki ortopedyczne zaczęły przyjmować coraz więcej pacjentów, których dolegliwości „leczy się” poprzez odstawianie „leków na cholesterol”. I chociaż zwyczajowo przy terapii statynami uszkodzenia mięśni monitoruje się badając aktywność  tzw. kinazy kreatynowej w surowicy, zdaniem Seneff, tak naprawdę wskaźnik ten nie pozwala stwierdzić, czy przyjmowanie statyn uszkadza mięśnie. A jak statyny powodują te uszkodzenia?
Quote
Terapia statynami jest szczególnie szkodliwa dla komórek mięśni szkieletowych i wywołuje cztery rodzaje problemów: (1) ich mitochondria tracą efektywność z uwagi na niedostateczną ilość koenzymu Q10; (2)ich ściany stają się bardziej podatne na oksydację i glikację z uwagi  na zwiększone stężenie fruktozy we krwi, zmniejszoną ilość cholesterolu w błonach oraz niedostateczną podaż antyoksydantów; (3) mniej tłuszczu może być wykorzystane jako ich paliwo z uwagi na zmniejszoną liczbę cząsteczek LDL; (4) przez ich błony dochodzi do wycieków ważnych jonów, takich jak sód i potas,, co zmniejsza gradient ich potencjału elektrycznego.
Jakby tego było mało, statyny upośledzają zdolności komórek do wykorzystania glukozy jako paliwa. Jako że tłuszcze i glukoza to główne źródła energii dla komórek, powstaje  bardzo niekorzystna sytuacja , w której obie możliwości są ograniczone. Co ważne, Seneff podkreśla też, że statyny zaburzają syntezę koenzymu Q10, który występuje w wysokim stężeniu w sercu oraz mięśniach szkieletowych. A jego niedobór wywołuje deficyt energii w komórkach.

Warto zauważyć, iż zdaniem Seneff upośledzając funkcjonowanie wątroby i przyczyniając się do zwiększonego stężenia fruktozy we krwi, statyny zwiększają we krwi stężenie mleczanów (ang. lactate) (jako produkt metabolizmu fruktozy), który stanowi alternatywne źródło energii dla serca wobec cukrów i tłuszczów.  Jest to paliwo, które nie angażuje mitochondriów, nie wymaga też ani tlenu, ani insuliny. Jak pisze Seneff:
Quote
Rosnące stężenie mleczanów we krwi jest korzystne zarówno dla serca jak i wątroby, ponieważ mogą one wykorzystać mleczany jako paliwo znacznie bezpieczniejsze aniżeli glukoza lub fruktoza. Mleczany są bardzo bezpiecznym paliwem, rozpuszczają się w wodzie jak cukier, ale nie powodują glikacji białek.

Mamy zatem sytuację, w której serce, zamiast z tłuszczów lub cukrów, korzysta z mleczanów jako bezpiecznego i wydajnego paliwa, nie narażającego go żadne ryzyko. I głownie na tym ma, zdaniem Seneff, polegać działanie statyn w zakresie zmniejszania ryzyka wystąpienia ataku serca. Jednak jest to korzyść pozorna, ponieważ ceną za ten stan jest trwałe uszkodzenie mięśni. Na przykład wskutek zażywania statyn ściany komórek mięśniowych
nie otrzymują dostatecznej ilości cholesterolu, którego w organizmie coraz bardziej brakuje. Wskutek tego tłuszcze w komórkach stają się coraz bardziej podatne na utlenianie. Problem pogarsza dodatkowo niedobór koenzymu Q10 , który działa jak antyoksydant. Z kolei mitochondria komórek przestają działać prawidłowo, co wywołuje niedobór energii. Aby temu zapobiec, komórki zaczynają przetwarzać glukozę i fruktozę anaerobicznie, co powoduje zwiększoną glikację białek. Błony komórek zaczynają przepuszczać jony, co zakłóca zdolność tych komórek do kurczenia się. To zaburza zdolności ruchowe organizmu. Komórki mięśniowe zachowują się jak przysłowiowe kozły ofiarne, które poświęcają swoje życie, by ratować serce.

Jak zauważa Seneff, bóle mięśniowe i osłabienie to powszechnie znane skutki uboczne przyjmowania statyn. Odnotowują je nawet producenci tych „leków”. Zwykle należą do nich: skurcze mięśni, osłabienie ogólne, osłabienie mięśni, trudności z chodzeniem, utrata masy mięśniowej, otępienie.

Długoterminowe przyjmowanie statyn powoduje uszkodzenia całego organizmu

Jednak działanie statyn nie ogranicza się wyłącznie do uszkadzania mięśni. Z czasem szkody powstają w całym organizmie. Pisze Seneff:
Quote
Z biegiem czasu statyny powoli niszczą komórki mięśniowe. Po kilku latach… mięśnie dosłownie rozpadają się, a ich pozostałości trafiają do nerek, co może powodować rzadkie schorzenie znane jako rabdomioliza, które jest w wielu przypadkach śmiertelne.

Obumierające mięśnie w końcu narażają unerwiające je komórki nerwowe na działanie substancji toksycznych, co prowadzi do takich schorzeń jak neuropatia, oraz w ostateczności do stwardnienienia zanikowe bocznego (ALS) znanej także jako choroba Lou Gehriga. Jest to bardzo rzadkie i groźne schorzenie, prowadzące do śmierci. Występuje obecnie coraz częściej, co jest moim zdaniem spowodowane statynami. Osoby chore na ALS rzadko żyją dłużej niż 5 lat od czasu diagnozy.

Co więcej, nasilające się wycieki jonów z komórek powodują zmianę ich środowiska z potasowo-sodowego na wapniowo-magnezowe.  A to, zdaniem Seneff, prowadzi w rezultacie do zwapnienia ścian tętnic, zastawek serca a także do zwapnienia samego mięśnia sercowego. Zwapnione zastawki przestają działać prawidłowo – nie są w stanie zapobiegać cofaniu się krwi, co prowadzi do diastolicznej niewydolności serca. Na podstawie literatury medycznej Seneff twierdzi, że terapia statynami znacząco podnosi ryzyko wystąpienia tego rodzaju niewydolności serca.

Pod wpływem działania statyn z czasem uszkodzone mięśnie nie nadążają z produkcją mleczanów, co dodatkowo naraża wątrobę i serce. Według Seneff są one teraz:
Quote
w jeszcze gorszej sytuacji niż przed rozpoczęciem przyjmowania statyn, ponieważ wyczerpuje się podaż mleczanów, a poziom cholesterolu LDL, dostarczającego tłuszcze jako paliwo, jest radykalnie obniżony. Tak więc serce i wątroba skazane są na wykorzystywanie cukru, który w takich warunkach staje się jeszcze bardziej niebezpieczny z uwagi na deficyt cholesterolu w błonach komórek. Glukoza wprowadzana jest przez insulinę do komórek, w tym komórek serca, w tzw. raftach lipidowych, gdzie gromadzi się cholesterol.  Im mniej cholesterolu w błonach, tym mniej raftów lipidowych, co prowadzi do upośledzenie metabolizmu glukozy. Część badaczy uważa obecnie, że statyny zwiększają ryzyko zachorowania na cukrzycę. Nasze badania potwierdzają tę hipotezę…

W opinii Seneff przyjmowanie statyn wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia następujących dolegliwości i schorzeń: rabdomioliza, uszkodzenie wątroby, cukrzyca, ALS, niewydolność serca, niewydolność nerek, zapalenie stawów, zaburzenia pamięci, choroba Parkinsona, neuropatia i demencja.

Jak wielu innych uczonych, Seneff zwraca uwagę, że cholesterol jest niezwykle ważny dla sprawnego funkcjonowania mózgu człowieka. Działanie statyn powoduje zatem wiele problemów związanych m.in. z przekazywaniem neuroprzekaźników w synapsach. Ich zażywanie związane jest z podwyższonym ryzkiem wystąpienia choroby Parkinsona, demencji oraz utraty pamięci krótkoterminowej. Ponadto ustalono niedawno, że osoby zażywające statyny częściej chorują na zaburzenia neurologiczne, zwłaszcza neuropatię , parastezję oraz neuralgię. Wśród osób tych zauważa się też częściej zaburzenia poznawcze, utratę pamięci i dezorientację.

Korzystny wpływ cholesterolu na długowieczność

Jak pisze Seneff, długotrwałe zażywanie statyn powoduje szeroką gamę skutków ubocznych, które wiążą się, ogólnie rzecz ujmując, z osłabieniem fizycznym oraz słabnięciem zdolności umysłowych. Ponieważ zwykle objawy te łączy się ze starszym wiekiem, Seneff uważa, że skutki terapii statynami można opisać jako „przyspieszone starzenie się” organizmu .

W swoim eseju badaczka przytacza eksperyment, w którym wykazano, że mniejsze stężenie cholesterolu we krwi u osób starszych wiąże się nie tylko z osłabieniem fizycznym oraz umysłowym, ale także większą śmiertelnością. Zdaniem Seneff:
Quote
Skoro statyny zakłócają syntezę cholesterolu, logicznym jest, że tym samym powodują osłabienie fizyczne, przyspieszają utratę zdolności umysłowych oraz skracają życie.

W przypadku ASL oraz niewydolności serca, wyższa przeżywalność pacjentów związana jest z podwyższonym poziomem cholesterolu. Na przykład:
Quote
U 181 pacjentów z chorobą serca lub jego niewydolnością, przy poziomie cholesterolu poniżej 200 mg/dl po 3 latach od diagnozy zmarła połowa, podczas gdy u osób z poziomem cholesterolu powyżej 200 mg/dl zmarło tylko 28%.

Jak zapobiegać chorobom serca

Co zatem robić, aby nie chorować na serce, skoro statyny tak naprawdę nie działają? Według Seneff kluczowe znaczenie ma stosowanie naturalnych sposobów na zmniejszanie stężenie małych gęstych cząsteczek LDL, które budują blaszkę miażdżycową:
Quote
Oczywiście należy ograniczyć spożycie fruktozy, a to oznacza więcej pokarmów naturalnych a mniej przetworzonych. Przy mniejszej ilości fruktozy wątroba nie będzie musiała wytwarzać tak wiele cząsteczek LDL.



Według Seneff należy też spożywać pokarmy dostarczające organizmowi mleczany, które mogą być wykorzystane jako paliwo zamiast glukozy i tłuszczów. Będą to na przykład kwaśna śmietana i jogurty, a także – dla osób, które je tolerują – mleko zwierające laktozę, którą organizm zamienia na mleczany. Także wysiłek fizyczny jest korzystny, jeśli chodzi o usuwanie nadmiaru fruktozy oraz glukozy z organizmu. Dodatkowo podczas treningu mięśnie szkieletowe zamienią część glukozy i fruktozy właśnie w mleczany.

Zdaniem Seneff ważne jest, aby w pożywieniu dostarczać organizmowi pokarmów zawierających siarczan cholesterolu (ang. cholesterol sulfate), który na przykład skóra wytwarza pod wpływem promieni słonecznych. Jej zdaniem siarczan cholesterolu ma wiele zalet. Rozpuszcza się w wodzie, więc może być swobodnie transportowany we krwi. Przenika też do wnętrza komórek łatwiej niż cholesterol. Siarczan ten jest też chętnie i bezpiecznie wykorzystywany przez serce oraz mięśnie szkieletowe przy produkcji energii.  Z tego powodu, pisze Seneff, dobrym sposobem na uniknięcie chorób serca jest zapewnienie swojemu organizmowi dostatecznych ilości siarczanu cholesterolu.

Quote
Po pierwsze oznacza to spożywanie pokarmów, które są jednocześnie bogate w siarkę i cholesterol. Optymalne pod tym względem są bogate w oba składniki jaja. Po drugie należy często wystawiać skórę na działanie słońca. Ta koncepcja stoi w sprzeczności z obowiązującymi zaleceniami ekspertów w USA, aby unikać słońca z obawy przed rakiem skóry. Niemniej uważam, że stosowanie kremów do opalania, zwłaszcza w połączeniu z nadmiernym spożyciem fruktozy, znacząco przyczyniło się do obecnej epidemii chorób serca. Ponadto naturalna opalenizna, którą uzyskujemy na skutek działania słońca, gwarantuje o wiele lepszą ochronę przez nowotworem skóry, niż związki chemiczne zwarte w kosmetykach do opalania.

Jak pisze Seneff każda osoba ma tylko jedną szansę, aby się zestarzeć. Kiedy nasze ciało słabnie z upływem czasu, akceptujemy, że jest to naturalny skutek przybywających lat. Jej zdaniem zażywając statyny niepotrzebnie ten proces przyspieszamy:
Quote
Możliwość ruchu jest unikatową cechą, którą wszystkie zwierzęta posiadają dzięki cholesterolowi. Uniemożliwiając syntezę cholesterolu, statyny niszczą tę zdolność. W ani jednym badaniu nie udało się jak dotąd wykazać, że statyny poprawiają statystyki, jeśli chodzi o śmiertelność ogólną. Natomiast nie ma wątpliwości, że statyny sprawią, że nasze ostatnie dni na ziemi nie będą tak przyjemne, jak mogłyby być.

Na podstawie dostępnej dziś wiedzy naukowej Seneff daje prostą radę, jak żyć zdrowo i długo:
Quote
Spędzajmy dużo czasu na dworze; jedzmy zdrowe, bogate w cholesterol pokarmy pochodzenia zwierzęcego takie jak jaja, wątróbka i ostrygi; jedzmy pokarmy sfermentowane takie jak jogurt i kwaśna śmietana; jedzmy pokarmy bogate w siarkę takie jak cebula i czosnek. W końcu powiedzmy „nie, dziękuję”, kiedy lekarz zaleci nam terapię statynami.

Na koniec warto zauważyć, że poglądy na cholesterol oraz działanie statyn, jakie prezentuje Seneff, choć pozostają w mniejszości, zyskują stopniowo coraz więcej zwolenników w środowisku naukowo-medycznym. Wśród bardziej znanych krytyków hipotezy lipidowej można wymienić choćby brytyjskiego kardiologa Malcolma Kendricka, czy szwedzkiego naukowca Uffe Ravnskova, autora kilku książek na ten temat. W Polsce ukazała się jedna z jego książek pt. Cholesterol Naukowe Kłamstwo. Jako ciekawostkę można wspomnieć, że jedną z książek Ravskova w furii podarł na antenie telewizyjnej przedstawiciel szwedzkiego kompleksu państwowo-medyczno-farmaceutycznego jako „literaturę niebezpieczną”. Ta złość nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę gigantyczne zyski tej branży z „leczenia wysokiego poziomu cholesterolu”, a także „zaleczania” skutków ubocznych przyjmowania statyn.  Dodajmy, że Uffe Ravnskov jest założycielem międzynarodowej organizacji, zrzeszającej sceptyków wobec teorii lipidowej, pod nazwą „The International Network of Cholesterol Skeptics”.

Do krytyków teorii lipidowej zalicza się też rosnąca liczba lekarzy i badaczy promujących odżywianie niskowęglowodanowe oraz „paleo”, czyli bazujące na bogatych w cholesterol pokarmach zwierzęcych. Dużo pracy w odkłamywanie rzeczywistości związanej z cholesterolem wkłada też amerykańska Fundacja Westona A. Price’a, zwłaszcza związany z nią Chris Masterjohn, autor bloga Cholesterol and Health . Nie wolno pominąć też dr Duane’a Graveline’a, lekarza, byłego astronautę NASA, uczestnika programu Apollo, który sam na sobie doświadczył skutków ubocznych przyjmowania statyn, zanim poświęcił się ich badaniom. Wyniki swojej pracy, oraz pracy innych autorów, zgromadził na stronie internetowej Spacedoc.com oraz w kilku książkach, jakie wydał na ten temat. [więcej na temat badań dr Gravelina w poprzednim wpisie: Standardowy lek, który ma bardzo szkodliwy wpływ na pamięć ]

Rzecz jasna to tylko nieliczne przykłady szerszego nurtu kwestionującego założenia mitologii, jaką firmy farmaceutyczne zbudowały wokół cholesterolu, demonizując go i przedstawiając jako wroga ludzkości nr 1. Mamy nadzieję, że przedstawione powyżej tropy pomogą naszym czytelnikom samodzielnie zgłębić to zagadnienie i wyrobić sobie zdanie na ten ważny temat.

Źródło: http://nowadebata.pl/2011/11/08/statyny-medyczna-pomylka/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Materiały do wrzucenia:
Dwight Eisenhower, pierwszy celebryta kardiologii
5 powodów, żeby nie martwić się poziomem cholesterolu
Inflacja, jaja i groźny cholesterol
Dlaczego apetyt rośnie w miarę jedzenia
Cholesterol a choroba Alzheimera
Tłuszcze nasycone a choroby serca: wczesne badania nad hipotezą
Nie bójmy się cholesterolu – wywiad z prof. Grażyną Cichosz

http://nowadebata.pl/2011/11/08/statyny-medyczna-pomylka/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje