Author Topic: Z okazji dnia transplantacji: czwarty raz o eutanazji, czyli jak ...  (Read 5144 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Z okazji dnia transplantacji: czwarty raz o eutanazji, czyli jak uśmiercić jednego człowieka, żeby pobrane od niego części zamienne dać innemu człowiekowi.

Źródło: astromaria.wordpress.com

Wszystkim transplantologom składam serdeczne życzenia z okazji obchodzonego 26 stycznia Dnia Transplantacji i przepraszam, że narażam na szwank waszą karierę, reputację i sytuację finansową.

A wszystkim idealistycznie zaprogramowanym przez media potencjalnym „dawcom” narządów („Nie zabieraj swoich narządów do nieba, tam wiedzą, że potrzebne są one tylko na ziemi”) radzę zapoznać się z tym mrożącym krew w żyłach tematem, zanim znajdziecie się na stole sekcyjnym, pozbawieni możliwości nie tylko ucieczki, ale nawet wydania szeptu protestu. Twoje narządy nie są potrzebne w niebie, tam ich po śmierci nie zabierzesz, bo tam nie zabierzesz nic, one są potrzebne TOBIE, tu i teraz. A obowiązkiem lekarzy jest ratować TWOJE zagrożone życie, a nie kombinować, ile szpital zarobi pozyskując podroby do przeszczepów. Twoje życie jest równie ważne, jak życie biorców, czekających na przeszczep. Najpierw zadbaj o siebie, a dopiero potem myśl o bliźnim. Nawet w Biblii jest napisane „kochaj bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO”. Dlaczego więc miałbyś nie kochać siebie i swojego ciała? To nie jest zabronione!

Jak zwykle przypomnę moje credo: piszę to jako osoba całkowicie neutralna światopoglądowo, nienależąca do żadnego jednomyślnego stada (ani religijnego, ani ateistycznego). Wychowano mnie raczej liberalnie (w dosłownym, a nie obecnym, politycznie poprawnym znaczeniu tego słowa), czyli pozwolono mi dochodzić do rozumu własnymi drogami. Dzięki temu mogłam zapoznać się z poglądami wszystkich frakcji i odłamów, zarówno z prawa, jak i z lewa, a następnie przepuścić to wszystko przez swój własny rozum. A to, co z tego wyszło przedstawię w niniejszym wpisie.

Zacznę jak Alfred Hitchcock od trzęsienia ziemi, a potem postaram się, żeby napięcie wzrosło jeszcze bardziej.

A więc trzymajcie się krzesła…

Wiadomość pierwsza: wszystkie narządy, jakie można pobrać od jednego dawcy mają wartość 2 mln $!

Druga wiadomość jest taka, że nie wszystkie pobrane narządy przeznaczone są do ratowania życia.

Często wykorzystywane są one w operacjach plastycznych, a to naprawdę wielki i przynoszący krociowe zyski biznes. Z tego powodu kwitnie (i coraz bardziej rośnie w siłę) potężne podziemie transplantacyjne, które pod względem dochodów już niedługo może dorównać mafii narkotykowej. W każdym razie FBI ma coraz więcej zgłoszeń afer z tym związanych. Nigdy o tym nie słyszeliście? Ale pewnie wiecie ile ważą Grycanki i co powiedział Jacykow?

Trzecia wiadomość: narządy pobrane ze zwłok (mówiąc kolokwialnie: od trupa) nie nadają się do przeszczepu. Narządy muszą być pobrane od żywego człowieka.

Z tego powodu pojawiło się takie budzące makabryczne skojarzenia pojęcie jak „zwłoki z bijącym sercem”. Kiedy rodzina widzi swojego krewnego, który jest ciepły, oddycha (najczęściej z pomocą respiratora) i wygląda jakby mocno spał nie jest w stanie uwierzyć, że to są „zwłoki”.

Jeszcze zupełnie niedawno za kryterium śmierci uznawano ustanie krążenia i oddychania. Człowiek wydawał tzw. „ostatnie tchnienie” i wtedy był uznawany za zmarłego. Ale wraz ze śmiercią ciała umierają również narządy, a do tego nie można przecież dopuścić, bo światem rządzi bóg Mamon, a gdzie mówią pieniądze, tam prawda i moralność milczą.

W 1968 roku na Uniwersytecie Harwardzkim w USA zwołano komisję, która tak oto powiedziała o tym czego od niej oczekiwano:

   
Quote
Naszym zadaniem jest uznanie nieodwracalnej śpiączki za śmierć człowieka.
Dlaczego komisja otrzymała takie zadanie? Chodziło o uchronienie dr Christiaana Barnarda z RPA przed zarzutem zamordowania pacjenta, od którego pobrał serce do przeszczepu. Nota bene pacjent z przeszczepionym sercem długo się nim nie nacieszył, bo żył zaledwie 18 dni. Pokazany we wczorajszych Faktach lekarz czekający na serce otrzymał je, ale po miesiącu również zmarł. Na raka. Nie bądźmy jednak tak pesymistyczni, niektórym udaje się pożyć dłużej.

I tu przechodzimy do kontrowersyjnego tematu:

Czy lekarz ma prawo zrezygnować z ratowania życia pacjenta, żeby pobrać od niego narządy?

Czy „dawca” nie ma prawa żyć, a „biorca” takie prawo ma? Kto o tym decyduje?Czyżby względy finansowe?!

Jeszcze do niedawna byłam „racjonalistką” i wierzyłam w lekarzy i naukę. Niestety, przeżyłam ostry kryzys wiary, a zamiast tego zaczęłam myśleć. Samodzielnie! To nie boli, naprawdę.

Zamiast ślepo ufać autorytetom lepiej kierować się własnym rozumem, zwłaszcza w cywilizacji, w której rządzi pieniądz i karierowiczostwo.

Dziś za kasę kupuje się wszystko, z wyjątkiem inżynierów. Bo gdyby inżynierowie byli przekupni zaczęłyby się walić te wszystkie wspaniałe wieżowce, będące pomnikami bogactwa i potęgi elit świata, a do tego dopuścić nie można. Ludzie mogą umierać, ale wieżowce walić się nie mogą. Na chorobach i śmierci można przecież dobrze (a nawet bardzo dobrze) zarobić, choćby handlując pigułkami i narządami. I karierę można wielką zrobić: PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił nerkę, PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił serce, PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił mózg… ups, przepraszam, mózgów jeszcze nie przeszczepiają, ale to tylko kwestia czasu. I jeszcze: NAJLEPSZY CHIRURG w mieście, NAJLEPSZY CHIRURG w kraju, NAJLEPSZY CHIRURG w świecie…

A teraz, drogi czytelniku, uważaj:

 
Quote
Zgodnie z prawem polskim, obowiązuje domniemana zgoda na bycie dawcą, co oznacza, iż w przypadku braku sprzeciwu, uznaje się daną osobę potencjalnym dawcą narządu. Jednak w Polsce jak i na Świecie promuje się noszenie oświadczenia woli, które jest wyrażeniem woli osoby, który taki dokument posiada.

 Dawcą pośmiertnym może zostać osoba, która za życia nie wyraziła sprzeciwu w formie wpisu w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów.

https://www.dawca.pl/jak-zostac-dawca/dawstwo-narzadow

Czyli, jeśli trafisz do szpitala w stanie ciężkim, z uszkodzonym mózgiem, nieprzytomny, nie mogący mówić, a tym samym wyrazić sprzeciwu, staniesz się potencjalnym dostarczycielem części zamiennych dla innych. Ciebie wypatroszą, a twoje podroby uszczęśliwią tych, którzy z jakiegoś powodu doprowadzili swoje serca, nerki, wątroby i trzustki do stanu nie nadającego się do dalszej używalności. Może jedli za tłusto, może za kołnierz nie wylewali, może żarli jakieś frankenfoody GMO i popijali je Colą Light, a może biedacy byli całkiem niewinni, tyle tylko, że mieli pecha i urodzili się z niewłaściwym zestawem genów. Ale czy to twoje zmartwienie? Czy ty nie masz prawa do swoich narządów, skoro tak o nie dbałeś, że aż stały się cennym obiektem pożądania dla innych?

A teraz przyjrzyjmy się „kryteriom orzekania śmierci”.

Aby stwierdzić zgon potrzebni są 3 lekarze, w tym anestezjologi i neurolog. Do momentu złożenia przez nich podpisu na karcie zgonu pacjent uważany jest za żywego. A po złożeniu tegoż podpisu staje się martwy. Jakim cudem? Na zasadzie konsensusu. Lekarze jednogłośnie orzekają „śmierć mózgową”. Problem jednak w tym, że nikt nie wie, co to takiego ta „śmierć mózgowa”. Nawet najnowocześniejsze urządzenia badawcze nie są w stanie stwierdzić zgonu. Jest to rzecz subiektywna, i właśnie dlatego komisja harwardzka otrzymała (na zlecenie transplantologów!) zadanie stworzenia definicji, która będzie obowiązywała wszystkich lekarzy. Wszyscy słyszeliśmy o przypadkach ludzi uznanych za zmarłych, odstawionych do kostnicy, a po kilku godzinach lub nawet dniach wracających do świata żywych, co stanowi najlepszy dowód na to, że śmierć jest rzeczą względną i trudno diagnozowalną.

Na świecie żyje i cieszy się pełnym zdrowiem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym mnóstwo ludzi, u których orzeczono śmierć pnia mózgu. W Polsce najbardziej znany jest przypadek Agnieszki Terleckiej i Zachariasza Dunlopa z USA. Oba przypadki opisuje Elżbieta Isakiewicz w Tygodniku Powszechnym (gorąco polecam ten znakomity artykuł!).

A co się dzieje, jeśli w końcu uda się pobrać i przeszczepić narząd?

Czy przeszczep radykalnie i pozytywnie zmienia sytuację chorego?

Niestety nie. Ryzyko zgonu po przeszczepie, nawet nerki, o sercu nie mówiąc, jest znaczne. Przeszczep nerki kosztuje ok. 70 tysięcy złotych i wprawdzie zwalnia z dializ, co przynosi jakieś oszczędności (w królestwie boga Mamona wszystko przeliczamy na pieniądze), ale w tym czasie biorca stale walczy ze swoim organizmem, który dąży do odrzucenia obcego organu, a to wymaga stałego przyjmowania leków immunosupresyjnych, które mają bardzo poważne skutki uboczne (podwyższone ryzyko infekcji, większe ryzyko zachorowania na nowotwory i nadciśnienie) i oczywiście również dużo kosztują. Najgorsza wiadomość jest taka, że przeszczepiona nerka przetrwa maksymalnie 15 lat. Następna nerka przetrwa już tylko kilka lat, a kolejna jeszcze krócej. To rodzi stałe zapotrzebowanie na nerki, a więc potrzebni są kolejni dawcy, żywi lub martwi, a w końcu pacjent (jeśli przeżyje) i tak wraca do punktu wyjścia, czyli na dializy.

Wróćmy jeszcze na chwilę do sytuacji dawcy.

Lekarze, którzy ślubowali pomagać w cierpieniu i ratować życie nie powinni zachowywać się jak hieny cmentarne, wyrywające z ciał pacjentów narządy.

Kto ma prawo skazywać na śmierć jedną osobę, żeby ratować życie innej, a choćby nawet i kilku osób? Wydaje się to wyjątkowo niemoralne i niszczy zaufanie pacjentów i ich rodzin do lekarzy i szpitali. Lekarze narzekają, że pacjenci ich nie słuchają, że im nie wierzą i że coraz częściej nie godzą się na leczenie i zabiegi i że z tego powodu odechciewa się pracować w tym zawodzie – jest to tendencja światowa. Uruchomiono nawet linię telefoniczną dla lekarzy zmagających się z „trudnymi” pacjentami, a popularne seriale telewizyjne (dr House, Ostry dyżur) zostały zaprzęgnięte w akcję ośmieszania zbuntowanych pacjentów. Czyż to wszystko nie świadczy o zaniku prestiżu tego zawodu? Czas najwyższy zrobić z tym porządki, ale nie metodą siłową, bo to przyniesie jeszcze gorsze efekty.

Zamiast zabijać ludzi w celu pozyskania narządów lekarze zrobią dużo lepiej, jeśli skoncentrują swoje wysiłki na ratowaniu ich życia. Zamiast czytać foldery reklamowe firm farmaceutycznych lepiej dokształcać się na własną rękę i dowiedzieć się, że np. hipotermia pozwala uratować 60% pacjentów z orzeczeniem śmierci pnia mózgu, a tromboliza zapobiega obrzękowi mózgu spowodowanemu zatorami w tętniczkach. Zamiast tego, bez wiedzy i zgody rodziny, na 2 do 10 minut wyłącza się respirator, żeby sprawdzić, czy pacjent podejmie samodzielne oddychanie. Jeśli nie podejmie, następuje nieodwracalne uszkodzenie mózgu.

Uszkadza się mózg po to, żeby orzec, że mózg jest uszkodzony!

Przy rozcinaniu ciała „zmarłego” i w czasie pobierania narządów odnotowuje się skok ciśnienia, przyspieszony puls oraz reakcje bólowe.
Z tego powodu 1/3 brytyjskich lekarzy podaje „zwłokom” środki przeciwbólowe.

W latach 90 prof. Keith Andrews udowodnił, że „wegetatywni” pacjenci są świadomi, wiedzą jak się nazywają, ile mają dzieci, jaką muzykę lubią, a jakiej nie, a mimo to są lekarze, którzy twierdzą, że ci ludzie nie żyją lub że są „warzywami”. Takich ludzi są tysiące, tysiące narządów się „marnują”, więc rodzi się pokusa, żeby uznać „trwałą utratę ŚWIADOMOŚCI” jako nowe kryterium orzeczenia śmierci.

Transplantologia rodzi też inne problemy, np. terror transplantacyjny, polegający na żądaniu tkanek i narządów od krewnych i przyjaciół, a nawet poczynanie dzieci po to, żeby dzięki ich szpikowi lub komórkom macierzystym ratować życie starszego rodzeństwa.

Medycyna zabrnęła w ślepy zaułek. Z powodu niepohamowanej żądzy pieniądza i kultu technologii nie informuje się pacjentów, że mogą uniknąć przeszczepu serca przechodząc na dietę warzywno-owocową, dzięki której wyleczą się z nawet najbardziej zaawansowanej choroby wieńcowej. Zdecydowanie lepiej jest zachować swoje własne serce, niż żyć z przeszczepem. Zamiast polować na cudze nerki należy zatroszczyć się o własne. Dieta sokowa, raw food, dieta Alleluja, dieta makrobiotyczna czy terapia doktora Gersona wyleczą każdą chorobę i pozwolą uniknąć amputacji nerek oraz każdego innego narządu. Wyleczą też z cukrzycy, nowotworów i wszelkich innych plag współczesnego świata.

Rejestr sprzeciwów dla tych, którzy nie zgadzają się na oddanie narządów do transplantacji
http://www.poltransplant.org.pl/crs1.html

Rozmawiają: ojciec Jacek Maria Norkowski (lekarz i Dominikanin), minister Bolesław Piecha (lekarz) i prawnik, senator Zbigniew Cichoń (adwokat):

O dawcach organów. 6 II 2011 Wiceminister, prawnik oraz zakonnik (4:07:30)
http://www.youtube.com/watch?v=udpfxegv6CY


Tabu śmierci mózgowej

Chcą odrzucenia zasady, że lekarz nie może zabijać

Horror transplantacji. "Śmierć mózgowa” nie istnieje!

Jego mózg miał wegetować, a odpowiedział. Przełomowe odkrycie

Złodzieje trupów

Zobacz na:
Pokolenie części zamiennych
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=920
Pacjentka obudziła się, gdy próbowano pobrać od niej narządy
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=921
Siergiej Brujukhonienko/Vladimir Demikhov
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=912
« Last Edit: (Mon) 18.05.2015, 22:25:32 by Anomalia »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Re: Z okazji dnia transplantacji: czwarty raz o eutanazji, czyli jak .
« Reply #1 on: (Mon) 09.06.2014, 00:46:18 »
Transplantologia zabija, świat milczy!


Z doktorem nauk medycznych o. Jackiem Norkowskim OP, autorem książek „Człowiek umiera tylko raz” i „Medycyna na krawędziMedycyna na krawędzi”  rozmawia Agnieszka Piwar z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

W Polsce od lat dziewięćdziesiątych obowiązuje definicja śmierci oparta na kryteriach mózgowych. Występuje Ojciec jako zdecydowany jej przeciwnik. Dlaczego?

O. Jacek Norkowski: Definicja ta jest przedmiotem mojej krytyki, z powodów etycznych i naukowych uważam ją za całkowicie niesłuszną. Definicja śmierci mózgowej zawarta jest w dokumencie harwardzkim. Jego kryteria sprowadzają się do umożliwiania orzekania śmierci człowieka na tej podstawie, że stwierdzono u niego śpiączkę określoną jako nieodwracalna i w ramach tej śpiączki bezdech oraz brak odruchów nerwowych w obrębie głowy.

W samym raporcie harwardzkim nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia dla uznania stanu śpiączki za stan śmierci człowieka. Jego autorzy podali jako uzasadnienie dla takiej decyzji to (nie było uzasadnienie od strony medycznej) brak miejsca w szpitalach, i że w przypadku chęci pobrania narządów brak takiej definicji śmierci powodowałby kontrowersje. Zatem do rozwiązania tych kontrowersji wprowadzono nową definicję śmierci. Potem tylko autorzy dokumentu podali, jak to technicznie wykonać, żeby postępowanie lekarza zmieściło się w ramach obowiązującego prawa. Generalnie nawet nie trzeba zmieniać prawa, ponieważ jeśli uznamy ten stan za śmierć, to on wchodzi w te rubryki prawne, które mówią o śmierci.

Kryterium tzw. śmierci mózgowej po raz pierwszy pojawiło się w 1968 r. Jakie były kulisy powstania tej definicji i kto ją zatwierdził?

To była stosunkowo nieduża, dwunastoosobowa grupa, powołana po zrobieniu pierwszego przeszczepu dokonanego w 1967 r. przez Christiaana Barnarda w Afryce Południowej. To była taka próba, żeby wykorzystać moment, kiedy cały świat się zachłysnął sukcesem Barnarda – choć był to wątpliwy sukces, gdyż biorca bardzo szybko umarł. Zatem, żeby Barnard nie poszedł do więzienia, trzeba było wymyślić jakieś uzasadnienie prawne dla tego, co zrobił. Przecież zrobił to niezgodnie w prawem – nie można żyjącemu pacjentowi tak po prostu wyrwać serca z klatki piersiowej. A przynajmniej do niedawna jeszcze było to niemożliwe. Trzeba więc było wymyślić jakąś formułę. Wymyślono zatem formułę „śmierci mózgowej” i nazwano, że to jest zwykła śmierć. Dzięki temu nie potrzeba było zmieniać prawa. Jeżeli śmierć mózgowa jest jednym ze sposobów umierania, to w takim razie uznajemy, że poza tym, system prawny jest taki, jaki był. Sprowadzało się to do tego, że umożliwia to pobranie narządów od człowieka, którego serce bije, po uznaniu go uprzednio przez odpowiednią komisję za zmarłego.

Jakaś mała grupa ustala między sobą własne „prawo”, umożliwiające legalne wyrwanie serca czy wątroby żyjącemu jeszcze człowiekowi. Tymczasem przeciętny człowiek myśli, że transplantologia jest czymś pozytywnym i kojarzy się jedynie z ratowaniem czyjegoś życia. Czy świat medycyny przyglądał się temu bezkarnie? Gdzie byli etycy? Czy ktoś w ogóle to oprotestował?

Protestów trochę było. Poznałem osobiście dr. Paula Byrne’a, który jeszcze na początku lat 70-tych zaczął o tym pisać. Publikował artykuły i książki. Potem dołączyli do niego inni, Schewmon, Coimbra, Evans, Potts, Hill, Breul i grupa lekarzy japońskich (Watanabe, Abe, Shinzo, Morioka). Spośród filozofów: Seifert, Spaeman, Beckman. To oczywiście tylko wybrane nazwiska. W Polsce samotnym walczącym przez cale lata o prawdę na temat chorych z śpiączce i stanie wegetatywnym był prof. Jan Talar. To jest już w tej chwili taki międzynarodowy ruch ludzi, którzy domagają się prawdy na temat śmierci mózgowej. Niemniej jednak, to jest także sprawa mediów. To media powodują, że do ludzi docierają tylko pozytywne informacje na temat transplantacji, transplantologii oraz tego, że kryteria są absolutnie pewne, dobre i ścisłe.Na to odpowiadają ci lekarze, których przed chwilą wymieniłem. Np. Coimbra mówi, że jeśli zastosujemy te metody, które już medycyna od dość dawna ma, typu: kontrola ciśnienia śródczaszkowego, w tym hipotermia, kraniotomia, zastosowanie suplementacji hormonalnej, oprócz zadbania o ustabilizowanie krążenia u chorego, co zwykle jest robione, jeśli zacznie się leczyć pod tym kątem, to wtedy możemy uzyskać wyleczenia, powrót do normalnego stanu zdrowia – według różnych danych 50-70 proc. – u ludzi, którzy obecnie stają się dawcami na zasadzie kryteriów śmierci mózgowej.

Czy zna Ojciec osobiście jakiś przypadek, kiedy osoba zakwalifikowana do zostania dawcą obudziła się ze śpiączki i odzyskała zdrowie?

Takich przypadków jest dużo, także w Polsce. Osobiście znam Agnieszkę Terlecką, która była już kandydatką do zostania dawcą. Jej ojciec w pewnym momencie dowiedział się o prof. Janie Talarze, który wybudza chorych z uszkodzeniem mózgu. W ostatniej chwili rodzice Terleckiej zmienili decyzję i przewieźli córkę do kliniki prof. Talara w Bydgoszczy. Po pięciu dniach dziewczyna otworzyła oczy, a po kilku miesiącach rehabilitacji wróciła do całkowitego zdrowia.

Czy organy autentycznie martwego człowieka w ogóle nadają się do przeszczepu?

Po śmierci człowieka nie można pobrać narządów ukrwionych. Wszystkie takie narządy pobiera się od osoby z bijącym jeszcze sercem, która formalnie jest nazywana osobą zmarłą. W Polsce nie ma obowiązku znieczulenia takiej osoby, tylko podaje się jej środki zwiotczające, czyli powodujące, że człowiek nie będzie się ruszał. W każdym kraju procedury są inne. W Polsce są bardzo liberalne. W Niemczech natomiast, osobom przeznaczonym do pobrania organów, a więc formalnie martwym, podaje się środki znieczulające.

Po co „oficjalnemu trupowi” środki znieczulające?

Ponieważ może odczuwać on ból. Właściwie prawie nic nie wiemy na temat stanu jego świadomości; człowiek w śpiączce może rozumieć ludzką mowę, co wykazał Kotchoubey i co potwierdzają historie niektórych chorych. Jednym z nich był Zachariasz Dunlap w Stanach Zjednoczonych, który słyszał jak komisja lekarska orzekała, że on nie żyje. Jest z nim sporo wywiadów w internecie na ten temat, opublikowanych potem jak już wrócił do zdrowia.

Zatem wychodzi na to, że serce, wątrobę, nerkę itp. pobiera się tylko i wyłącznie od żywych jeszcze ludzi?

Tak. Oni są w śpiączce, sami nie oddychają i zostali zdiagnozowani jako nieżyjący w myśl obowiązujących kryteriów ale równocześnie osoby takie mogą być w tym stanie nawet przez 3 miesiące i reagują ma podawane środki lecznicze tak jak każdy inny chory. Mam tu na myśli kobiety oczekujące potomstwa i diagnozowane jako będące w stanie śmierci mózgowej, którym pozwolono żyć, aby mogły wydać na świat swoje dziecko. Często jednak pobiera się potem od nich narządy, choć mogłyby one przeżyć i tym potomstwem się cieszyć. Taki przypadek miał prof. Talar.

Jakie pieniądze kryją się za transplantologią?

W Stanach Zjednoczonych z jednego ciała ludzkiego można uzyskać kwotę w wysokości dwóch milionów dolarów. W cenę wliczane są narządy człowieka z bijącym jeszcze sercem: wątroba, nerki, płuca, serce itp. Następnie po śmierci, z martwych już zwłok pobiera się: skórę, ścięgna, powięzie, chrząstki, kości, soczewkę, rogówkę itp. To razem uruchamia potężny biznes. W Europie jedna nerka kosztuje do kilkudziesięciu tysięcy euro.

A co z biorcą?

Musi pobierać leki immunosupresyjne, aby jego organizm nie odrzucił przeszczepu. Ściśle biorąc jego organizm to w końcu zrobi, ale chodzi o spowolnienie tego procesu.

Ile wynoszą roczne koszty utrzymania takiej osoby?

Systemy ubezpieczeniowe płacą do kilkudziesięciu tysięcy euro roczne na jednego pacjenta.

Jeśli pomnożymy to przez ilość osób, którym przeszczepiono cudzy organ, i dodamy lata przez które takie leki będą im podawane, to sumują się nam potężne kwoty. Kto robi na tym największy interes?

Producenci i dystrybutorzy tych leków.

Kto za to płaci?

Ten, kto jest ubezpieczycielem, ale często oznacza to sięgnięcie po fundusze budżetowe.

Te wszystkie przerażające dane, które Ojciec przytoczył, z pewnością sprowokują u niejednej osoby pytanie: czy lekarze będą mnie ratować, kiedy ulegnę jakiemuś poważnemu wypadkowi! Czy możemy się jakoś zabezpieczyć przed spisaniem na straty?

Aby nie być potraktowanym jako dawca na zasadzie tzw. zgody domniemanej należy się zgłosić do Centralnego Rejestru Sprzeciwów na stronie Polstransplantu http://www.poltransplant.org.pl/crs1.html Formularz należy pobrać i wydrukować, wypełnić i wysłać na wskazany adres. To ważne, bo po wypadku można być uznanym za dawcę czasem nawet pomimo sprzeciwu rodziny. Chorych w śpiączce należy leczyć ( i rodzina zawsze powinna się tego domagać) a nie biernie obserwować jak pogarsza się ich stan a potem zabijać podczas pobierania narządów.

Dziękuję za rozmowę.

ZOBACZ też – o. Jacek Norkowski w Klubie Ronina:
O. Jacek Norkowski o śmierci mózgowej (komentują , Tomasz Terlikowski i prof. Jan Żaryn) (1:58:43 , Blogpress.pl)
https://www.youtube.com/watch?v=R9pBW_tLTy8

Źródło: ksd.media.pl
« Last Edit: (Mon) 18.05.2015, 22:45:17 by Anomalia »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Belgia światowym liderem w pobieraniu organów po eutanazji



Według opublikowanego niedawno raportu, Belgia jest obecnie „liderem" w dziedzinie pobierania organów do przeszczepu od pacjentów poddanych eutanazji.  W czerwcu 2011 r. po raz pierwszy wdrożono taką procedurę.

Praktyka pobierania organów do transplantacji od pacjentów wyrażających zgodę na uśmiercenie, staje się coraz bardziej powszechna. Jedna trzecia przypadków eutanazji w Belgii nie jest dobrowolna.

Zwolennicy upowszechnienia eutanazji ubolewają nad tym, że największą grupę pacjentów decydujących się na eutanazję stanowią ludzie starsi i schorowani, głównie na nowotwory, przez co ich organy nie nadają się do przeszczepu.

Dwóch naukowców z Oxfordu przekonywało w zeszłym roku, że „eutanazyjne  dawstwo narządów"  mogłoby służyć „racjonalizacji” obecnej polityki dotyczącej praktyk stosowanych w przypadku osób chcących zakończyć życie. Mogłoby ono – ich zdaniem – dawać „wsparcie” osobom chcącym się uśmiercić, dzięki świadomości, że ich organy posłużą komu innemu. 

W artykule opublikowanym w czasopiśmie „Bioetyka,” Julian Savulescu i Dominic Wilkinson argumentowali, że etyczne jest pobieranie organów od wciąż żyjących pacjentów, którzy chcą się poddać eutanazji. „Dlaczego chirurdzy muszą czekać do śmierci chorego w wyniku wycofania zaawansowanych zabiegów resuscytacyjnych, albo zaprzestania przedłużającej się terapii leczniczej? Alternatywą byłoby znieczulenie pacjenta i usunięcie narządów, w tym serca i płuc. Śmierć mózgu nastąpi w wyniku usunięcia serca (nazywane jest to eutanazją dawstwa narządów (ODE)) .... Organy będą bardziej przydatne… więcej narządów będzie dostępnych (na przykład serce i płuca). Pacjenci i ich rodziny mogliby być pewni, że organy będą w stanie pomóc innym osobom, o ile tylko nie będzie żadnych przeciwskazań do transplantacji i przeszczep się przyjmie” – pisali.

Uczeni oszacowali, że gdyby taka praktyka upowszechniła się w Wielkiej Brytanii, „można by liczyć” na dostępność ponad 2 tys. dodatkowych narządów rocznie.

Profesor Savulescu opowiada się także za dzieciobójstwem w przypadku narodzenia się niepełnosprawnych niemowląt.

Źródło: LN, AS.
Źródło: http://www.pch24.pl/belgia-swiatowym-liderem-w-pobieraniu-organow-po-eutanazji,13503,i.html
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Brońmy prof. dr. hab. Jana Talara – wybitnego neurochirurga, który udowadnia zakłamanemu światu, że śmierć pnia mózgu nie istnieje



Niestety, ale jest coraz więcej faktów przemawiających za tym, iż lekarze muszą stosować się do przysięgi, jaką składali na
zakończenie studiów medycznych. Coraz więcej lekarzy ukazuje swoja prawdziwą twarz i ujawnia co tak naprawdę dzieje się za
kulisami medycyny. Jan Talar to jedyny lekarz, który wybudza ludzi ze śmiertelnej śpiączki, dając ludziom nowe życie! Niestety
ludzie, których wybudza Prof. Jan Talar, uznawani są przez innych lekarzy, jako osoby skazane na śmierć poprzez odłączenie
aparatury podtrzymującej życie, gdyż jak to oni twierdzą, nie ma dla nich lekarstwa.

Jan Talar to nie jedyny lekarz, który ujawnia patologię i kłamstwo w świecie medycyny. Również dr Wojciech Serwatka
ujawnił korupcję swojego szefa oraz fakt stosowania „tiopentalu" do zabijania pacjentów.
Tiopental jest to organiczny związek chemiczny, stosowany w formie soli sodowej jako lek usypiający.

Tą sprawą zajęły się nawet media, takie jak „Gazeta Polska" oraz „NIE". Doktorowi Wojciechowi Serwatce zabroniono
wykonywania zawodu, mimo jego niezwykłych umiejętności w chirurgi. Jego skuteczność pomyślnie wykonanych zabiegów
wyniosła więcej niż przeciętego chirurga w Polsce, ma za sobą wiele sukcesów. Wojciech szybko znalazł sobie inną pracę, uciekł z
Polski do Norwegii i tam buduje lodzie. Sam twierdzi, że chce spokojnie spędzie resztę swoje życia, z dala od skorumpowanych koncernów medycznych i farmaceutycznych.

Profesor Jan Talar i jego misja
https://www.youtube.com/watch?v=eeSF8bm_uXg

Jan Talar — „Śmierć pnia mózgu nie istnieje".

Śmierć pnia mózgu nie istnieje, taką tezę wygłosił bardzo znany lekarz, który słynie z wybudzania ze śpiączki. Profesor stwierdził
również, że lekarze pobierają organy od żywych ludzi. Zarzucił lekarzom, że po ogłoszeniu nie istniejącego stwierdzenia „śmierci
pnia mózgu" nie ratują ludzi na tyle intensywnie ile by mogli. Z góry przesądzają o ich śmierci!
Mało kto spodziewał się, że sympozjum naukowe w Poznaniu przyniesie tyle nowych, cennych informacji. A to wszystko za
sprawą Jana Talara, który wyjawił tajemnice współczesnej medycyny. Oto jedna z jego wypowiedzi:
Quote
- „Nie udało się w XXI wieku pobrać narządów od zmarłej osoby, więc co trzeba zrobić w takim przypadku? Pobieramy narządy od żywej osoby."

Po tych słowach Jan Talar został wyparty ze środowiska medycznego. Profesor przez wiele lat prowadził szpital w
Bydgoszczy, była to klinika rehabilitacyjna. Niestety po słowach wypowiedzianych na sympozjum, stracił swoją pracę. Mimo tego,
że profesor ten ma ogromne sukcesy w swojej karierze. Wybudza osoby ze śpiączki, która była uznawana przez inni lekarzy za śmiertelną. Dawał ludziom nowe życie, uratował między innymi Jarosława Lubiszewskiego z Elbląga, który piec lata temu po poważnym wypadku, zapadł w śpiączkę.

Żona Jarosława wystawiła najlepszą opinię Janowi Talarowi, chciała bronić lekarza, lecz wszystko to było nieskuteczne. Jan
wyznał również, że organy ludzkie, pobierane są od osób, u których stwierdzono „śmierć pnia mózgu", czy to właśnie z tego powodu
lekarze uznają tę chorobę, jako śmiertelną, tylko po to, żeby pozyskać organy od takiej osoby?
Internauci, którzy śledzą wiadomości, zapewne pamiętają przypadek Jana Grzebskiego z Działdowa, który to po 19 latach
został wybudzony ze śpiączki. Może pamiętacie fragment materiału z TY, na którym ten człowiek wybudzony ze śpiączki
dostawał oczopląsu na widok zmienionego świata, który teraz go otacza. Wiecie, kto wy budził go ze śpiączki? Jan Talar!
Właśnie to osiągnięcie jest potwierdzeniem tego, o co Jan Talar walczy przez swoje cale życie. Poprzez to wybudzenie udowodnił
swoją teorię, że śmierć mózgu nie istnieje! A przecież lekarzy uczą całkiem inaczej! Lekarz twierdzi, że każdego pacjenta można
wybudzić ze śpiączki, stymulując go w odpowiedni sposób. Co działo się później po tym przełomowym wydarzeniu, które złamało teorię medycyny?

Stopniowa Jan Talar znikał, media nie tworzyły rozgłosu, a wręcz przeciwnie robiły wszystko, by świat zapomniał o niesamowitym
wyleczeniu. A on sam coraz częściej nie był dopuszczany do wybudzania ludzi ze śpiączki. W tym momencie tworzy się
pytanie, dlaczego tak się działo? Niestety nie ma oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Można jednak domyślić się, co było
powodem takiego postępowania. Jan Talar swoimi osiągnięciami łamał teorie współczesnej medycyny. Wybudza! ludzi, którzy byli
przez wszystkich innych lekarzy uznani za gotowych do śmierci, czyli w takim przypadku odłączali swoich pacjentów od aparatury,
która podtrzymywała ich życie. Wszyscy lekarze w takich przypadkach oświadczali, iż pacjent ma „śmierć pnia mózgu",
wtedy też zgodnie z prawem polskim mogli pobrać organy, jeśli wyrazi na to zgodę rodzina chorego.
Jan Tałar wydal książkę, w której opisał jak stymulować, aby chorzy wychodzili ze śpiączki!



Profesor chce pomóc zawsze, nawet wtedy kiedy nie ma dostępu do chorego pacjenta. Dlatego też wydal swoją książkę, w której
opisuje metody stymulacji ciała chorego dzięki, którym zostanie wybudzony ze śpiączki. Ta książka naprawdę działa! W internecie
znajduje się materiał, w którym ojciec syna znajduje się w śpiączce. Lekarze oczywiści nie dają mu szansy przeżycia. Syn
bierze sprawę w swoje ręce, wykonuje wszystkie czynności, które opisane są w książce. Działania te sprawiły, że stan chorego ojca
znacznie się poprawił. Zaczęły pojawiać się nawet niewielkie ruchy kończyn!

Jan Talar swoimi osiągnięciami pokazał wszystkim, że coś takiego jak „śmierć pnia mózgu" nie istnieje! Wybudził człowieka po 19
latach śpiączki, mimo tego, że przez innych lekarzy byl skazany na śmierć poprzez wydanie terminu „śmierć pnia mózgu"! Jakie
osiągnięcia ma Prof. Jan Talar? Przez całą swoją działalność wybudził ponad 200 osób, które były w stanie fatalnym, spędzały
one wiele lat w śpiączce. Jego skuteczność w wybudzaniu wynosiła 90 proc.! Dla porównania w niektórych szpitalach skuteczność ta
wynosi nawet 1 proc.!!

Źródło: http://ulubione.blutu.pl/jan-talar-prawda-medycyna-klamie/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Żniwiarze Ciał - Film dokumentalny
https://www.youtube.com/watch?v=4K7yMRsRXfs

Martwe ludzkie ciało ma realną, przeliczalną na pieniądze wartość - nawet 200 000 dolarów. Kto i w jakim celu jest jednak gotów za nie zapłacić? "Żniwiarze ciał" to intrygujący dokument, ukazujący specyficzny przemysł "recyklingu denatów". Kości, skóra, organy wewnętrzne - obrót tymi "towarami" w samych USA wart jest blisko 8 miliardów dolarów w skali roku. Ludzka tkanka jest bardzo pożądana przez laboratoria naukowe koncernów medycznych, które odmieniają życie ciężko chorych pacjentów. Przypadek jeden z tysięcy: 80-letni Norm Willard może znów chodzić dzięki implantacji kości pobranych ze zwłok. W filmie "Żniwiarze ciał" twórcy śledzą losy Richarda, niedawno zmarłego, którego ciało ma zostać poddane "recyklingowi". Odkrywają zarówno zadziwiające wynalazki medycyny, jak i bezwzględny biznes, dwie strony kwitnącego dziś na wielką skalę handlu zwłokami.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje